Ślub, wesele i samolot prosto do Limy. To grozi miłością na całe życie

Półwysep Paracas w Peru

Z własnego wesela prosto na lotnisko, żeby złapać samolot do Peru? Wszystko jest możliwe. Trzeba tylko pamiętać, że takie połączenie bywa niebezpieczne. Grozi miłością na całe życie.

W tej historii ważne są trzy imiona. Pierwsze to Rafał.

Pewnego dnia Rafał przyleciał z Poznania do Peru i ruszył z nami w podróż. Szybko zakochał się w tym kraju, więc po roku wrócił i dołączył do nowej grupy. Skończyło się to fatalnie, bo jego miłość do Peru tylko pogłębiła się. A lekarstwo na to jest tylko jedno. Przyjechać ponownie…

Rafał to zrobił. Był z nami w Peru trzy razy! Zbyt mało, żeby za tym krajem nie tęsknić. I zbyt dużo, żeby nie polecić go innym. Padło na córkę, która właśnie szykowała się do zamążpójścia.

Suknia ślubna i garnitur w walizce

Tu pojawiają się dwa główne imiona tej historii. Karolina i Przemek mieli kompletnie inny pomysł na podróż poślubną. Japonię. Ale po opowieściach taty i przyszłego teścia ich oczy skierowały się na drugi koniec świata.

Waqrapukara koło Cuzco w Peru

Waqrapukara – andyjska twierdza ludu Qanchis

Podróż poślubna musi być idealna, więc nogi nam się trochę zatrzęsły. Tym bardziej, że Państwo Młodzi byli tak zajęci przygotowaniami do ślubu i wesela, że zdali się całkowicie na nas. To duża odpowiedzialność, ale z drugiej strony nakręcające wyobraźnię wyzwanie. Szybko złapaliśmy wiatr w żagle, bo Peru plus wyobraźnia może oznaczać tylko jedno. Wielką przygodę.

Karolina i Przemek wpadli w nasze ręce bezpośrednio z wesela. Dosłownie. Ledwie zdążyli spakować suknię ślubną i garnitur. Takiej okazji nie można było zmarnować. Prosto z lotniska w Limie pojechaliśmy na Półwysep Paracas. Na ich pierwszą sesję zdjęciową w Peru.

Machu Picchu w Peru

W Machu Picchu – najbardziej znanym miejscu pozostawionym przez Inków

Sesji było kilka. W miejscach znanych i takich, których nie ma w przewodnikach turystycznych.

W Polsce mieliśmy zaplanowaną i opłaconą sesję z profesjonalnym fotografem, ale po powrocie zrezygnowaliśmy z niej. Uznaliśmy, że nic nie przebije zdjęć z Peru.

W sumie nazbierało się ponad cztery tysiące fotografii. Ciężko było wybrać najlepsze. Pamiątkowe. Na całe życie.

Piasek, historia i wysokie Andy

Po bezludnych plażach Półwyspu Paracas i zamieszkałych przez uchatki patagońskie Wyspach Ballestas ruszyliśmy dalej na południe. Na niewielkim lotnisku w Nazca czekała na nas awionetka. Oglądaliśmy z niej nie tylko imponujące, słynne linie i geoglify sprzed prawie dwóch tysięcy lat, ale także starsze i większe rysunki w Palpa.

Kolorowe góry Palccoyo w Peru

Państwo Młodzi i kolorowe góry Palccoyo

Po nich Cerro Blanco. Najwyższa wydma świata. Ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza. Na nogach narty i deski snowboardowe, bo Cerro Blanco to takie Tatry z piaskiem zamiast śniegu. Ale jazda!

Kolejny punkt to Puerto Inka – ruiny portu, z którego w czasach Inków znad Oceanu Spokojnego dostarczano ryby na stół króla w górskim Cuzco. Była też Arequipa. Z potężną dawką historii w kolonialnych murach i jeszcze większą porcją adrenaliny w pontonie na rzece Chili. Następnie wyspa Amantani na Jeziorze Titicaca, gdzie zatrzymaliśmy się na noc u rodziny Indian Keczua. A stamtąd już tylko krok w wysokie, pełne niespodzianek Andy.

Cerro Blanco w Peru - najwyższa wydma na świecie

Cerro Blanco, czyli na deskach po piasku

Jedna z nich to Waqrapukara. W Peru mówi się, że to „nowe Machu Picchu”, ale żadne z tych słów nie oddaje prawdy. Nie dojeżdżają tam pociągi. Nie ma biletów wstępu. To „rogata twierdza” ludu Qanchis. Inków nie było jeszcze wtedy na świecie.

Trudno znaleźć słowa, żeby opisać tyle fantastycznych miejsc, które zobaczyliśmy w Peru. Nie śniło się nam o nich. Nawet teraz, gdy wspominamy tę podróż, nie możemy uwierzyć, że było aż tak pięknie!

Droga na cztery tysiące metrów i z powrotem wydawała się nie mieć końca, ale Karolina i Przemek bez problemu znieśli trudy trekkingu do twierdzy Waqrapukara. Zabraliśmy ich więc na jeszcze wyżej położone kolorowe góry Palccoyo. Bajka!

Wrząca rzeka i groźna miłość

Oczywiście w kultowym Machu Picchu też byliśmy. Po nabraniu sił w Cuzco ruszyliśmy w drogę powrotną do Limy. Z postojem w Kanionie Apurimac – najgłębszym na świecie, nad którym przed zmrokiem latają kondory.

Mayantuyacu - wrząca rzeka w Peru

Mayantuyacu – wrząca rzeka w peruwiańskiej Amazonii

Nasza wspólna podróż trwała dwadzieścia dni. Wystarczająco dużo, aby zobaczyć też Amazonię. W niej dotarliśmy do miejsca, do którego kiedyś będą ciągnąć rzesze turystów. To Mayantuyacu – wrząca rzeka, w której można ugotować jajka. Ale lepiej nie próbować. Ta rzeka naprawdę wrze.

Tak jak nam, podczas podróży z Karoliną i Przemkiem, wrzały emocje. Teraz jest spokojniej. Co nie znaczy bezpieczniej. Wyprawa do Peru nadal grozi miłością. Miłością na całe życie.