Ukradli kawałek torów i w Machu Picchu zawrzało jak w ulu

O połowę spadł ruch turystyczny w rejonie Cuzco i Machu Picchu. Wojna czy katastrofa? Nic z tych rzeczy. Wszystko przez protestujących nauczycieli, którzy w ramach strajku zablokowali drogi. Pisze o tym Piotr M. Małachowski. 

Piotr M. Małachowski

Być blisko Machu Picchu i nie wejść do środka? Do tej pory zdarzyło mi się to raz. Kilka lat temu podróżował ze mną turysta z Czech, który tak zmęczył się długą i nieprzewidywalną wędrówką, że odpadł przed samą bramą z braku sił. Trudno mu się dziwić, bo wcześniej przeciągnąłem go porządnie przez tropikalny las i strome podejścia. Miał absolutne prawo zastrajkować. Ale teraz od tego najsłynniejszego miasta Inków odwróciło się dużo więcej ludzi. Przez prawdziwy strajk – peruwiańskich nauczycieli, którzy zablokowali drogi.

Blokady dróg to ten moment, w którym zastanawiam się poważnie, czy nie stworzyć konkurencyjnego serwisu informacyjnego o nazwie „Nie kochamy Peru“. Bo jak można kochać kraj, w którym człowieka trafia szlag? Na szczęście nie do końca, więc wystarczy wziąć się w garść i pogłówkować jak logistycznie ominąć blokady, żeby przy odrobinie, a czasami potężnej dawce szczęścia, móc spokojnie dotrzeć do celu.

Wielu jednak się wycofało. Według szacunkowych danych, z powodu utrudniających podróże strajków ruch turystyczny w rejonie Cuzco i Machu Picchu spadł o połowę. To liczony w autokarach nokaut między oczy. Straty liczą miejscowi, którym umknęły spodziewane pieniądze. Zębami zgrzytają turyści, którzy do Peru przyjechali głównie po to, żeby zobaczyć Machu Picchu.

Niektórzy nie mogli tego zrobić, bo zablokowano nie tylko drogi. Nieprzejezdny był także szlak kolejowy prowadzący w okolice tego miejsca. Strajkujący buchnęli po prostu część torów. Wydaje się to nieprawdopodobne. Równie zaskakujące było tempo, w jakim szyny naprawiono. Chociaż z drugiej strony każdy by się spieszył mając we władaniu najdroższe pociągi na świecie. Nie pomyślano jednak przy tym o „wąskim gardle“, które powstało po dostarczeniu chętnych do Aguas Calientes – ostatniego miasteczka przed Machu Picchu. Autobusy wwożące ludzi na górę nie są z gumy, więc oczekiwanie w kolejce trwało nawet kilka godzin.

Blokady z kamieni, głazów, wyrwanych z korzeniami drzew i płonących opon ustawiono także w innych miejscach. Kłopoty z wydostaniem się z miasta mieli na przykład turyści nocujący w Puno nad Jeziorem Titicaca. Poza tym zamknięta była droga prowadząca do najnowszej atrakcji Peru: Tęczowych Gór. Strajkujący byli nieubłagani. Nie przepuszczali nawet karetek.  Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby protest wszczęli nie nauczyciele, tylko mniej wykształceni i słynący z większej werwy górnicy.

Licząca kilkaset metrów kolejka do autobusów wwożących ludzi do Machu Picchu:

https://www.youtube.com/watch?v=REXWT0lu5TU

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 72 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.