Somos dos: Latynoska droga matki do córki i córki do matki

To wydawało się kompletnym szaleństwem. Dwie Polki, z których jedna ledwie zaczęła chodzić, wybrały się w podróż po Peru, a potem gdzie nogi poniosą. O tym, co urzeka w niej najbardziej, pisze Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

Mogę się mylić, bo notuję tylko w pamięci, a ta bywa zawodna, ale wydaje mi się, że Asię poznałem w domu Cecylii – ciepłej i gościnnej osoby z peruwiańskim dowodem osobistym i polską duszą. Przebieg spotkania pamiętam jednak dokładnie. Niezbyt często zdarza się bowiem, aby w Limie pojawiła się młoda, samotna mama z nosidełkiem na plecach, w którym wierci się dziecko i oznajmiła:

– Wybieramy się w podróż po Peru.

Przyznam nawet szczerze, że nie zdarza się to w ogóle. Ale kiedy słuchałem Asi, szybko zdałem sobie sprawę, że to nie dlatego to, co chce zrobić, jest tak wyjątkowe.

Tu nie mogę się mylić. W historii tej dziewczyny znalazłem wielkie pokłady cierpienia i jeszcze większą nadzieję na okiełznanie go. A wszystko to spowite uplecionym uśmiechami szaleństwem. Tak ją wtedy widziałem. Szaloną Polkę na „końcu świata”.

Jestem bardzo otwarty na takie postawy. Co więcej – ludzi, którzy spełniają swoje najbardziej zwariowane marzenia uważam za całkowicie normalnych. Sam przecież robiłem i robię w Peru rzeczy, o których kiedyś mi się nie śniło i absolutnie nie mam zamiaru dzielić się tym z psychoterapeutą.

Ale dziecko? Zabierać w tę podróż malutką dziewczynkę, która nawet nie ma pojęcia co się z nią dzieje?

– To jedyny moment, kiedy mogę to zrobić – odparła Asia. – Później Gaja pójdzie do szkoły i nie będzie już na to czasu.

Nie rozumiałem tego w żaden sposób. Nie rozumiałem, bo jako w miarę logicznie i zazwyczaj trzeźwo myślący facet we wszystkich czerwonych, żółtych i zielonych lampkach, które zapaliły się wtedy w mojej głowie nie zauważyłem jednej. Tej, która sygnalizuje o matczynej miłości.

Teraz ją widzę. I myślę całkiem poważnie, że Gaja jest w czepku urodzona, bo przy okazji tego uczucia może rosnąć sobie i obserwować świat w drodze.

Może, bo one ciągle podróżują, choć od naszego spotkania w Limie minął już grubo ponad rok. Najpierw było Peru ze wszystkim, czyli dobrem i złem, które ten kraj ma do zaoferowania, potem Ekwador, a teraz Kolumbia.

Kiedy myślę o tej „matce i córce w drodze“, przyplątują się pytania o nie. Nie gdzie los je jeszcze zaprowadzi, tylko czy będzie dla nich łaskawy? Szybko jednak odrzucam te obawy, bo mam wrażenie, że gdzieś na szlaku Asia znalazła mocne oparcie. Własne serce.

Czytam o nim i oglądam na blogu, który zaczęła tworzyć. Zdaje się, że będę tam zaglądać często, bo ta przygoda, biorąc pod uwagę nawet najpiękniejsze miejsca tej części świata, urzeka najbardziej.

Somos dos (Jesteśmy dwie). Blog podróżniczy mamy z dzieckiem

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

3 Comments

  1. Kiedy kilka miesięcy temu koleżanka Mag napisała do mnie, że poznała w sieci Polkę, która podróżując po świecie z małą córeczką być może zawita do Meksyku, przyznając, że bez konsultacji ze mną podała namiary na mój dom w Tulum, pomyślałam, że to jakiś żart. Kiedy dwa tygodnie temu wśród spamu w mojej poczcie natknęłam się na email od Asi, w którym pyta czy może się spotkać i przedstawić mi Gajkę zadając pytania o lekarza, szczepienia, naprawę komputera etc wiedziałam, że to nie żart! Pomyślałam wtedy, że oczywiście trzeba pomóc! Ale też przemknęło mi przez myśl, że to jakieś szaleństwo podróżować z tak małym dzieckiem w takich warunkach pogodowych i społecznych….. Dziś cieszę się towarzystwem Asi i Gajki oraz KOGOS JESZCZE, kto przyleciał specjalnie na spotkanie z nimi. Miłość ma wiele odcieni. Macierzyństwo to najpiękniejszy dar….gdziekolwiek się go realizuje. Nie nam oceniać, co dla kogo jest dobre. Jestem bogatszą osobą. Dziękuję Asiu! Gratuluję Piotrze pięknego bloga!

  2. O matko, Wiolka! Jaki to byl przepiekny czas z Twoja rodzina w Tulum! Nigdy, przenigdy go nie zapomne, Przyjaciele kochani! Przypadkiem natrafilam na ten wpis, wertujac archiwum wlasnego bloga, a tu prosze:)

    My juz w USA, po ponad 3 latach drogi przez rozne kraje Ameryki Lacinskiej, przepieknej Ameryki, ktora polecam Wam wszyskim z serca. Piotr w niej zakochany, Wiola i ja lzy rzewne za nia leje – bo piekne 3 lata dane nam bylo na tej ziemi, wsrod tamtejszych ludzi przezyc..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.