Bricherismo z bliska: Męskie podrywy w wersji peruwiańskiej

Na przewodnika, na bogato i na piękne oczy – to tylko niektóre ze sposobów, w jakich niektórzy Peruwiańczycy podrywają cudzoziemki. Zjawisko to doczekało się nawet swojej nazwy: bricherismo. Opowiada o nim Kasia Kozioł. 

Kasia Kozioł

Bricherismo to zjawisko owiane w Peru legendą. Etymologia słowa pochodzi od angielskiego bridge (most), gdyż pierwotnie kontakty Peruwiańczyków z cudzoziemkami mały na celu uzyskanie wizy, by wyjechać za granicę. Kolebką bricheros jest Cuzco, turystyczna mekka Ameryki Południowej, gdzie prawdopodobieństwo znalezienia dziewczęcia chętnego na egzotyczną przygodę jest niemałe.

Kiedyś bricherismo było sztuką – prawdziwy, szanujący się uwodziciel był oczytany i wiedział bardzo dużo o kulturze i historii Peru. Oczarowywał nie tylko urodą, ale także, a może przede wszystkim, swoją wrażliwością i wiedzą. Z biegiem lat pojęcie to rozszerzyło się na wszystkich, których główną rozrywką jest polowanie na cudzoziemki i cudzoziemców.

O zjawisku mówi się dużo. Nawet na uniwersyteckiej pogadance o bezpieczeństwie przestrzegano nas przed miłymi, młodymi chłopcami chcącymi zauroczyć naiwne gringas. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, moje doświadczenia pokazują, że to właśnie wielbiciele, a nie złodzieje czy szemrani taksówkarze są największą zmorą Limy! Nie ma przesady w stwierdzeniu, że droga z domu na uniwersytet przypomina slalom z przeszkodami i trzeba dużej dozy cierpliwości i odpowiedniego podejścia, by nauczyć się ignorować zaczepki. Paradoksalnie jednak dużo większym wyzwaniem jest radzenie sobie z amigos.

Amigo wcale nie musi być Twoim znajomym. Zazwyczaj jest znajomym znajomego, bądź krewnym królika. Ty go nie znasz, ale on doskonale wie, kim jesteś. Najprawdopodobniej zauważył Cię rozmawiającą z którymś z jego kolegów (lub koleżanek) i pozazdrościł kontaktów z cudzoziemką. Jeśli jest z gatunku odważnych, podejdzie do Ciebie w najmniej spodziewanym momencie i zacznie wypytywać, skąd jesteś i co studiujesz. Może też dodać, że chodzicie razem na zajęcia. To małe kłamstewko nie zawsze jest wykrywalne, bo na niektórych przedmiotach naprawdę pojawia się wiele osób.

Kiedy chcesz być miła i odpowiesz na jego pytania, już w trzecim lub czwartym zdaniu poprosi Cię o numer telefonu lub kontakt na Facebooku. Jeśli go zignorujesz, nic nie szkodzi: dalej będzie prowadził swój monolog.

Mniej odważni amigos przeszukują listy kontaktów na Facebooku i wysyłają wiadomość. Najczęściej jedną i tę samą do kilku dziewczyn, bo a nuż widelec któraś odpowie. Masz ustawione maksymalne zabezpieczenia prywatności? Żaden problem, można komentować Twoją urodę na „ścianie” Waszego wspólnego znajomego!

„Zagrożenie” może przyjść także też ze strony kolegów i to jest najmniej komfortowa sytuacja. Najczęściej wystarczy jedno zdanie, by delikwent się uspokoił, ale niekiedy trzeba uciec się do radykalnych środków i w żołnierskich słowach ukrócić jego zapał. Po moim uniwersytecie w Limie snuje się na przykład niejaki Richard, który uwielbia pokazywać się z cudzoziemkami. Każdej z nich opowiada tę samą, rzewną historię swojego życia i zyskał już sobie niezwykle trafny przydomek: Brichard. Jedynym wyjściem było powiedzenie mu prosto w twarz, że zachowuje się jak brichero. Ze łzami w oczach stwierdził, że złamałam mu serce, po czym oddalił się w towarzystwie dwóch niczego nieświadomych Amerykanek.

Tak naprawdę jednak ilu bricheros, tyle metod podrywu, choć moje doświadczenie wskazuje na powtarzalność pewnych motywów. Oto kilka z nich:

  • Na piękne oczy: Twoje oczy! Jeśli jesteś posiadaczką niebieskich lub zielonych tęczówek, bądź pewna, że staną się źródłem zachwytu płci przeciwnej. Wyrażonego najczęściej przez malownicze porównania: -„Twoje oczy są koloru lagun w Huancaya”, „Twoje oczy są niebieskie jak niebo w Limie latem” oraz podsyłanie piosenek.
  • Na przewodnika: Peru jest wielkim krajem, a Lima to miasto o wielu twarzach – tak łatwo się w tym pogubić! Ale martw się, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał Cię oprowadzić po najpiękniejszych miejscach i kto zaoferuje mały tour zakończony „przypadkowo“ w jednym z barów. Dodatkowe punkty chłopcy przyznają sobie za posiadanie samochodu.
  • Na bogato: Aby zaimponować, szasta pieniędzmi na prawo i lewo, przynosi małe prezenciki, a wręczając je prycha z długo ćwiczoną przed lustrem nonszalancją, że to drobiazg. – „Oczywiście, nie chcę nic w zamian. To co, kiedy idziemy potańczyć”?
  • Na ubogo: Biedny student jest zjawiskiem uniwersalnym: – „Tak, tak, poszedłbym, ale nie mam pieniędzy”, „Tak, pojechałbym z Wami, ale sami wiecie…” W ten sposób, przy odrobinie szczęścia, zapewniają sobie darmowe imprezy lub wycieczki.
  • Przecież nie jestem brichero: Odżegnuje się od swoich znajomych i przy każdej możliwej okazji podkreśla, że jesy inny. Stara się „chronić” Cię przed tabunami barbarzyńskich samców, którzy tylko czyhają, żeby złapać Cię w swoją sieć. Prowadzi rozmowy na głębokie tematy w myśl zasady „nie znam się, to się wypowiem” i zwierza w wielkim sekrecie, że czeka na miłość swojego życia. Nie byłby zdolny skrzywdzić żadnej kobiety, bo „kobieta jest jak perła”. Zapomina jednak przy tym dodać, że z zawodu jest poławiaczem pereł…

Kasia Kozioł

Kasia Kozioł

Odrobinę bezczelna, genetycznie rogata dusza. Recepta na sukces? Keep smiling and go on

Więcej artykułów - Strona internetowa

1 Comment

  1. Oj, aż łezka się w oku zakręciła :). Dodałabym jeszcze podryw na ankietę na początku semestru. Zaangażowani studenci przeprowadzający bardzo skomplikowaną „ankietę” wśród nowych zagranicznych studentów do uniwersyteckiej gazetki. Z jakiejś przyczyny ankieterami są chłopcy, a krąg ankietowanych zawęża się do dziewczyn (najchętniej blondynek). Notes służy do zapisania tylko jednej informacji – tej najważniejszej, to znaczy numeru telefonu. Wyników tej „ankiety” próżno można potem szukać :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.