Taksówki na trzech kołach to pożyteczne, spalinowe owady

Taksówki na trzech kołach mogą niektórym przeszkadzać, ale nie ma się co denerwować, bo te pojazdy nie są po to, żeby życie umilać, tylko żeby je ułatwiać. O podstawowym środku transportu w Peru pisze Piotr M. Małachowski. 

Piotr M. Małachowski

Przywędrowały podobno z Indii i to tyle do czego można je odnieść, bo motorowe riksze w Peru wymykają się wszelkim porównaniom. Przyglądając się im nieuważnie można odnieść wrażenie, że opanowały cały kraj. To pozory. Podobnie jak osy i pszczoły występują w sposób naturalny w peruwiańskiej przyrodzie, nie mogą jednak skakać z kwiatka na kwiatek, bo obowiązują je trzy żelazne reguły.

Po pierwsze, w dużych miastach taksówki na trzech kołach nie mogą wjeżdżać do ścisłego centrum i nowoczesnych dzielnic. Na wiele rzeczy w Peru policja drogowa przymyka oko, ale na to raczej nie przymknie. Stąd pojazdów tych nie uświadczy się na przykład w turystycznym Miraflores w Limie, czy w historycznych zaułkach Cuzco. Co nie znaczy, że w tych miastach ich nie ma.

Druga reguła jest oddolna. Właściciele mototaxis dzielą między sobą terytoria. W rezultacie jednym kursem nie dojedzie się zbyt daleko, bo dalej to już nie jest rewir kierowcy. Choćby nie wiadomo ile mu zaoferować za dojazd w tereny, po których nie powinien się poruszać, odmówi. A gdyby nawet mógł, odmówi z lenistwa. Nie będzie mu się chciało śmigać tam, gdzie można dojechać autobusem, czy zwykłą taksówką.

Trzecia reguła dotyczy pieniędzy. Dla miejscowych jest prosta do zrozumienia, ale pozostali, zwłaszcza gringos, nacinają się na nią jak na żyletkę. Po prostu za bardzo wierzą w mit o tym, że w Peru trzeba się targować. Jasne, że trzeba, ale w przypadku mototaksówek przynosi to odwrotny efekt.

W praktyce wygląda to tak: zatrzymujemy mototaxi i pytamy, ile będzie kosztować przejazd. Pięć soli? Dużo, więc negocjujemy. Jesteśmy zadowoleni, gdy uda się zejść na cztery. I szczęśliwi, gdy kierowca zgodzi się na trzy sole. A on? Uśmiecha się do interesu, który na nas zrobił. Niepisana zasada numer trzy mówi bowiem, że zwyczajny kurs kosztuje zwyczajowo jeden sol.

To kierowca musi nas przekonać, że trzeba zapłacić więcej. Nie trzeba więc niczego negocjować. Tylko wsiadać i jechać. Ewentualnie rzucić na początku tonem bardziej oznajmującym niż pytającym: „do targowiska za sola, prawda”. Jeśli będziemy kombinować z negocjowaniem, w głowie kierowcy od razu włączy się taksometr.

Inne zasady mototaksówek nie dotyczą. Także zasady ruchu drogowego. Motorowa riksza może wjechać pod prąd, na chodnik, nie zatrzymać się na stopie i poruszać się z muzyką puszczaną na cały regulator. Niektórym może to przeszkadzać, ale nie ma się co denerwować. Te pojazdy nie są po to, żeby życie umilać. Tylko żeby je ułatwiać.

Wyszedłeś ze sklepu objuczony zakupami i musisz przejść spory kawałek do przystanku? Wystarczy skinienie głowy, a trójkołowa taksówka wyrośnie spod ziemi. Kupiłeś świnię na święta? Możesz ją ciągnąć na sznurku przez pół miasta. Tylko po co? Niech świnka też się przejedzie mototaksówką. A może widzisz w oddali autobus do pracy i myślisz, że nie zdążysz dobiec? Nie myśl tyle, tylko łap mototaxi. Dogoni uciekający pojazd. Jej istnienie załatwia wszystkie problemy komunikacyjne, które przynosi codzienne życie. Możesz nią też przewieźć lodówkę, wjechać na górkę, pod którą nie masz siły podejść, czy wysłać dziecko na próg szkoły. Gdzie diabeł nie może, tam po prostu mototaxi pośle.

Dziwne to wszystko, ale najdziwniejsze jest zdziwienie miejscowych, że w Polsce mototaksówek nie ma. Nawet nie da się wytłumaczyć Peruwiańczykom, dlaczego nie przyjęły się i nie przyjmą u nas „owady“, które przynoszą tyle pożytku.

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 72 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

2 Comments

  1. Mototaxi to i miejscowych naciąga skoro obowiązuje niepisana zasada 1 Sol 🙂 Nieraz czekając na busa, słyszałam 1-2,5 Sol za przejazd od miejscowego i na tyle się zgadzali. Moja peruwiańska rodzina z Limy też czasem tyle płaci i mówi, że to zależy od dystansu.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.