Andyjscy Indianie Q’eros wierzą w siłę słońca i proszą o pomoc

Spała w domach Q’eros, jadła co oni, mokła podczas wypasania lam i marzła razem z nimi. A teraz chce pomóc polepszyć jakość ich życia. O projekcie instalacji paneli słonecznych w wioskach wysokogórskich Indian z Peru pisze Anna Przytomska.

Anna Przytomska

Prowadząc etnograficzne badania terenowe u Indian Q’eros najczęściej jestem przez nich postrzegana jako turystka, albo przedstawicielka pomocowej organizacji pozarządowej. Ciężko wyzwolić się z tych stereotypowych ról. Q’eros nie rozumieją bowiem czym jest antropologia i po co to robimy. W pewnym momencie zostałam więc poproszona przez ich społeczność o pomoc w zebraniu pieniędzy na zakup paneli słonecznych. Długo się nad tym zastanawiałam. Pomoc nie zawsze jest mądra. Może dużo zmienić, może też zaszkodzić. Pojawiają się także pytania. Czy nasza cywilizacja powinna ingerować w życie tubylczych społeczności? Czy panele są im potrzebne? Co to właściwie zmieni?

Wokół Q’eros narosło wiele mitów etnograficznych. Żyjący w izolacji ostatni Inkowie, najwięksi szamani, długowieczni ludzie – wszystko to można włożyć między bajki. Mity podtrzymują lokalni etnografowie zangażowani politycznie (indygeniści z Cuzco), (pseudo)reporterzy, podróżnicy, czy przewodnicy turystyczni, którzy zwietrzyli w tym niezłe pieniądze.

Kim więc są ci mityczni Q’eros?

To jedna z lokalnych grup Indian Quechua żyjących w departamencie Cuzco na wysokogórskim obszarze Kordyliery Vilcanota. Ich kultura została wpisana na listę UNESCO jako dziedzictwo kulturowe ze względu na oryginalne zwyczaje i odrębną tożsamość związaną z dotychczasowym odizolowaniem geograficznym. Nie oznacza to, że Q’eros nie mają dostępu do świata zewnętrznego. Wręcz przeciwnie. Są bardzo mobilni i ze względów ekonomicznych „od zawsze” utrzymywali kontakt ze światem metyskim. Wcześniej była to wymiana towarowa, a obecnie handel, prace najemne, czy edukacja. W przeciągu ostatnich dziesięciu lat zauważa się wzmożoną migrację Q’eros do pobliskich miasteczek Paucartambo i Ocongate oraz do Cuzco spowodowaną trudnymi warunkami życiowymi w górach i chęcią polepszenia sytuacji materialnej.

Warunki życia Q’eros – według standardów europejskich – określane są jako skrajne ubóstwo. Żyją w domach zbudowanych z ziemi i kamieni, pokrytych strzechą bez wentylacji. Ich wioski pozbawione są dostępu do służby zdrowia, a domostwa nie mają kanalizacji i elektryczności. Indianie nie mają też żadnych stałych przychodów pozwalających na godne życie i rozwój. Uprawa ziemi i pasterstwo wystarcza jedynie na własną konsumpcję. Głównym – i najczęściej jedynym – składnikiem diety są ziemniaki, w skutek czego cierpią na przewlekłe choroby: anemię, przeziębienia i grypę. Większość z nich to analfabeci, którzy nie znają hiszpańskiego – języka państwowego w Peru. Celem młodzieży jest opuszczenie wiosek i prowadzenie życia innego niż ich rodzice i dziadkowie. Młodzi ludzie nie chcą wypasać już lam i uprawiać ziemniaków. Porzucają więc swoje zwyczaje i asymilują się z mieszkańcami miast. Ale słyszę też opowieści jak źle traktuje się Indian w miastach. Słyszę o wyzwiskach, przemocy, wyzyskiwaniu. Słyszę o tym, że gdyby w górach nie było tak trudno, Q’eros by zostali. Tam – w wysokogórskich wioskach – nikt ich nie traktuje jak zwierzęta. Tam są u siebie – to ich ziemia.

Daleka jestem od arbitralnych ocen. Z jednej strony wiem jak ciężko jest tym ludziom. Spałam w ich domach, jadłam to, co oni, mokłam podczas wypasania lam, marzłam razem z nimi. Doznałam na własnej skórze jak wygląda życie Q’eros. Było to dla mnie ekstremalnie trudne przeżycie. Z drugiej strony, migracje do miast, wpływ kościoła Maranatha, edukacja w systemie państwowym, turystyka szamańska i wiele innych czynników wpływa na zmiany w kulturze Q’eros. To przede wszystkim stopniowy zanik zwyczajów, kulturowa asymilacja dzieci i powolny rozpad wiosek. Rozumiem to i jednocześnie ubolewam nad tym. Ale zmiany są nieuniknione i nie mamy prawa tego powstrzymywać. Nie chcę jedynie patrzeć na Q’eros jak na eksponaty z muzeum. Widzę przede wszystkim ludzi, którzy cierpią głód, zimno, ekstremalną biedę. Dlatego też zdecydowałam się odpowiedzieć na ich prośbę i spróbować zebrać pieniądze na panele słoneczne.

Intiq kallpan: siła słońca dla Indian

Projekt nazywa się „Intiq kallpan“, co w języku keczua oznacza „siłę słońca”. Chodzi w nim o zapewnienie alternatywnych źródeł energii, poprzez instalację paneli słonecznych, w wioskach Marcachea i Kiko. Trafią one do miejscowych szkół, budynku komunalnego i domostw, z czego skorzysta łącznie 65 rodzin Q’eros.

Panele zmienią jakość życia miejscowej społeczności. Indianom „wydłuży się“ dzień dając im czas na dodatkowe aktywności, takie jak prace domowe, czy tkactwo z przeznaczeniem na sprzedaż. Poprawią się także warunki do nauki i kształcenia. Pracujący w miejscowych szkołach nauczyciele nie mają obecnie elektryczności (pracują przy świecach), ciepłej wody, łóżek (śpią na podłodze na zakupionych przez siebie materacach), dlatego bardzo szybko rezygnują z pracy u Q’eros. Panele pomogą też w instalacji lokalnej stacji radiowej. Umożliwi ona komunikację mieszkańców z członkami rodzin, którzy wyemigrowali do pobliskich miast i będzie przydatna w razie nagłych wypadków. W wysokogórskich wioskach nie ma łączności telefonicznej, przez co pomoc z zewnątrz jest niemożliwa.

Więcej o tym projekcie na stronie, która otworzy się po kliknięciu w poniższe zdjęcie. Tam też można wesprzeć inicjatywę. Razem podarujmy Q’eros energię!

Anna Przytomska

Anna Przytomska

Antropolożka kultury, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu. Od 2010 roku realizuje etnograficzne projekty badawcze w Andach dotyczące szamanizmu, medycyny andyjskiej oraz relacji człowiek-natura.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.