Puerto Maldonado: Ostatni przystanek przed dziką dżunglą

Puerto Maldonado to baza wypadowa do światowej stolicy fauny i flory, w której nie brakuje ciągle dziewiczej egzotyki. Z lasami deszczowymi, amazońskimi roślinami, niezwykłymi ptakami i dzikimi zwierzętami. Pisze o tym Marcin Mentel. 

Marcin Mentel

Puerto Maldonado to niewielkie peruwiańskie miasto niedaleko granicy z Boliwią i Brazylią. Nazywane jest bazą wypadową do światowej stolicy fauny i flory. Takim mianem określa się dwie, w dalszym ciągu dziewicze części Amazonii: Park Narodowy Madre de Dios i Park Narodowy Tambopata Candamo.

Z Limy najprościej dostać się samolotem z międzylądowaniem w Cuzco, albo autobusem lub samochodem asfaltową drogą o długości około pięciuset kilometrów bezpośrednio z Cuzco. Już na lotnisku w Puerto Maldonado „zaatakują” Was naganiacze polecający usługi agencji turystycznych, więc niczego nie musicie wcześniej rezerwować. Na dżunglę będziecie nagabywani również w hotelu, którego również nie musicie wcześniej rezerwować.

Wyprawy do dżungli mają różne ceny. Zależą one między innymi od zdolności negocjacyjnych oraz tego, w jakich warunkach chcecie wypoczywać. Wahają się od stu dolarów za dwa dni w mocno w spartańskich warunkach, po kilkaset dolarów za pokoje z internetem, prysznicem, basenem i co tam jeszcze wygodnemu jest potrzebne.

Puerto Maldonado znajduje się w miejscu, w którym spotykają się dwie rzeki: Rio Madre de Dios i Tambopata. Jedną z nich musicie spłynąć do miejsca przeznaczenia, czyli bungalowów w dżungli, czy też innego zakwaterowania oferowanego przez agencję. Samo miasto ma niewiele do zaoferowania, aczkolwiek dobry przewodnik zorganizuje wizytę u poszukiwaczy złota, gdzie będzie można kupić trochę nielegalnie wydobywanego kruszcu.

Po zakupie gumowców, latarki, repelentów, bawełnianych koszulek z długim rękawem, kapelusza i innych rzeczy sugerowanych przez wynajęte biuro turystyczne ruszacie do portu, skąd łodzią płyniecie w dół rzeki. Potem trzeba jeszcze przejść kilka kilometrów przez las. Nigdy nie organizujcie tego sami! Są oczywiście osoby zapewniające, że lepiej i taniej pokażą Wam dżunglę bez agencji. Mogą nawet prosić, abyście sami spróbowali dotrzeć na miejsce. Ale nie ruszajcie się bez lokalnego przewodnika. Zresztą prawnie nie jest to już możliwe. Poza tym w lesie będziecie jedynymi stworzeniami, które nie polują. Cała reszta musi zabijać, by przeżyć. W tym również nieświadomych niczego turystów.

Pamiętajcie też, że w Puerto Maldonado i jego leśnych okolicach przez niemal cały czas panuje gorący i wilgotny klimat. Średnia temperatura roczna wynosi 26 stopni Celsjusza, a roczne opady sięgają tysiąca milimetrów. Występuje tu również fenomen pogodowy zwany „surazo” lub „friaje”, kiedy to wieje polarny wiatr z górzystego południa. Na kilka dni temperatura spada wtedy do zaledwie ośmiu stopni Celsjusza.

Marcin Mentel

Marcin Mentel

Pilot wycieczek, przewodnik, podróżnik, bloger, znawca Peru i sąsiednich krajów, pomysłodawca agencji trampingowej www.peruexpedicion.com. Wybierasz się do Peru, Boliwii lub Ekwadoru? Skontaktuj się z Marcinem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.