Jak jeździć autobusami w Limie? Poradnik ambitnego pasażera

W jaki sposób poruszać się małymi autobusami, na których opiera się transport w Limie? Najpierw należy poznać ich budowę i zasady, które rządzą komunikacją miejską w stolicy Peru. Pisze o tym Piotr M. Małachowski. 

Piotr M. Małachowski

Pomijając jedną linię metra i kilka tras „szybkiego autobusu”, w Limie nie ma transportu miejskiego. Jest prywatny. Jego główny element to combi, czyli coś w rodzaju miniautobusu. Wsiadanie do niego „z marszu” to co najmniej lekkomyślność. Lepiej się do tego przygotować. Jak? Tak jak do egzaminu na prawo jazdy. Najpierw teoria, później praktyka.

Opanować teorię nie jest trudno. Pod warunkiem, że odrzuci się wszystko to, co wiemy o komunikacji autobusowej. W Limie jest to kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej wiedzy.

Należy zacząć od budowy combi. Każda składa się z trzech części: kierowcy, sprzedawcy biletów i combi właściwej.

Z kierowcą sprawa jest prosta. Kieruje pojazdem. I słucha. Tego, co mówi sprzedawca biletów. To umowna nazwa. W istocie nazywa się on Cobrador, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Kasownik. To najważniejsza część combi. Co prawda bez niego kierowca ujedzie, ale nie zarobi, bo nie będzie mógł pobrać od ludzi opłaty za przejazd. Trzecią, najmniej istotną częścią combi jest combi właściwa, czyli sam pojazd. Mało kto przywiązuje do niego wagę. Może więc być brudny, z wygryzionym przez rdzę tłumikiem, dziurami w podłodze i innymi takimi pierdołami. Nie są istotne. Ważne, żeby pojazd jeździł i przewoził jak najwięcej ludzi.

Na pewno jest to zrozumiałe, przejdźmy zatem do zasad, którymi powinien kierować się pasażer chcący nie tylko wsiąść, ale także wysiąść tam, dokąd zamierza dojechać. Jest ich dziesięć:

1. Rozkład jazdy to niefortunny wymysł cywilizacji

Po Limie jeździ tysiące miniautobusów, ale nie ma ani jednego rozkładu jazdy. Nawet gdyby był, nikt by go nie przestrzegał. Chodzi o to, że do combis nikt nie dopłaca. Na rynku muszą utrzymać się same. To powoduje, że rozkład jazdy jest absolutnie zbędny. Z pętli kierowca rusza dopiero wtedy, gdy mu się to opłaca. Potem przyspiesza lub zwalnia, żeby zabrać klientów sprzed nosa konkurencji. Albo czeka, aż zbierze się ich więcej. Brzmi skomplikowanie? To pozory. Combi ma po prostu jeździć tak, żeby zarobić. Nie tak, jak mówi rozkład jazdy.

2. Przystanek jest tam, gdzie przystaje autobus

W Limie przystanki to też niefortunne wynalazki cywilizacji. Nie zawsze znajdują się tam, gdzie człowiek chce wsiąść lub wysiąść. Stąd – jeśli nie ma w pobliżu policjanta – przystankiem jest każde miejsce, w którym stoi pasażer. Albo kandydat na pasażera. Rozstrzyga to Cobrador. Może się mianowicie zdarzyć, że za pasażera zostaje uznana każda osoba, która znajduje się przy ulicy. Także ta, która nie chce pasażerem być. Jeśli chce, wystarczy, że podniesie rękę, albo gwizdnie. Wówczas pojazd zatrzymuje się, a Kasownik otwiera drzwi i można wsiadać. Podobnie z wysiadaniem. Nie istnieje w Limie miejsce, w którym nie można wysiąść. Trzeba tylko zasygnalizować ten zamiar okrzykiem bajo (wysiadam) i po sprawie. Jeśli w pobliżu nie ma stróżów prawa, takim doraźnym przystankiem może być nawet środek skrzyżowania.

3. Nie pytaj o drogę, mów dokąd jedziesz

Combis nie mają numerów. To znaczy mają, ale dla początkującego pasażera wyglądają tak, jakby ich nie było. Poza tym kierowca ze znanych sobie powodów może zmienić numer linii w czasie jazdy. Zatem numery się nie liczą. Liczy się to, co powie Kasownik. Trzeba z nim rozmawiać. Szybko i umiejętnie.

Podstawowym błędem pasażera, który nie wie, czy wsiada do właściwej combi, jest pytanie, czy jedzie ona tam, gdzie on chce dojechać. To poważny błąd, bo sporo miniautobusów w Limie dziwnym trafem jedzie tam, dokąd zmierza pasażer. Tyle tylko, że później dojeżdża w inne miejsce. Klient jest klient. Liczy się sztuka. To dla Kasownika jest najważniejsze.

Wyjście jest jedno. Pytanie o to, czy combi dojeżdża do jakiegoś miejsca, nie może mieć charakteru pytania. To nieco skomplikowany moment. Chodzi w nim o to, że Cobrador wie, że my nie wiemy dokąd jedzie combi, ale nie wie, że wiemy dokąd nie jedzie. Nie pytamy zatem: „- W stronę szpitala”? Tylko oznajmiamy: „- Szpital”. To działa. Lepszy znawca ludzkiej psychiki pewnie wyjaśni dlaczego. Jeśli nie pytamy, tylko mówimy dokąd jedziemy, Kasownik nie wprowadzi nas w błąd.

4. Z tyłu zawsze jest wolne miejsce

„Al fondo hay sitio” – w głębi jest miejsce. To okrzyk każdego Cobradora, który widzi potencjalnego, niezdecydowanego pasażera. Przy czym nie jest istotne, że w głębi pojazdu miejsca już nie ma. Morał z tej zasady jest taki, żeby nie wierzyć bezgranicznie Kasownikowi. Może się bowiem okazać, że odbędziemy podróż w głębi combi tam, gdzie jest wolne miejsce, ale stojąc na jednej nodze. Z powodu braku miejsca na postawienie drugiej.

5. Ludzie to ziemniaki. Nie da się ich przewozić w ciszy

Jeśli nie lubisz głośnej muzyki, jedź taksówką. W niej możesz poprosić kierowcę, żeby ściszył radio. W combi nikt cię nie usłyszy. Tyle o ciszy. Natomiast ziemniaki w tej zasadzie dotyczą tego, żeby zawsze, ale to zawsze, jadąc w combi na stojąco, trzymać się poręczy. A gdy nie ma jej w pobliżu, trzymać się czegokolwiek lub kogokolwiek stabilnego. Każdy kierowca combi rusza jakby prowadził bolid Formuły 1. I zatrzymuje ją tak, jakby przeprowadzał test hamulców.

6. Masz banknoty? Nie pojedziesz

Pal licho, gdy masz banknot o małym nominale. Ale stówka, a nawet pięćdziesiątka, nie wchodzi już w rachubę. Combi to nie bank. Jeździ się płacąc bilonem. Najlepiej jak najniższym, żeby ograniczyć Kasownikowi możliwość zawyżenia opłaty za przejazd.

7. Nie masz pieniędzy? Udawaj Greka

To zasada dla zdesperowanych. Cobrador ma oczy wokół głowy. Nawet w tłumie pasażerów pamięta, kto już zapłacił, kto jeszcze nie oraz gdzie każdy z nich wsiadł i dokąd jedzie. To z krwi i kości pamięć komputerowa. Ale jest na to sposób. Zawiesić się. Nie reagować. Kiedy Kasownik podchodzi po pieniądze, zachowywać się tak, jakby nie istniał. Im większy tłok, tym większa szansa, że odejdzie zastanawiając się, czy aby na pewno zapłaciliśmy.

8. Dżentelmeni jak dinozaury. Wyginęli

W każdej combi są ustawowo dwa miejsca siedzące przeznaczone dla osób specjalnej troski. Inwalidów, emerytów i kobiet w ciąży. Kiedy zachodzi potrzeba, każdy je ustąpi. Prawo to przecież prawo. Jeśli jednak oba miejsca są już zajęte, a Ty jesteś osobą specjalnej troski, nie licz, że ktoś podniesie tyłek. Chyba że jedziesz z dzieckiem na ręku, albo w tłumoku na plecach. Na małe dziecko załatwisz w Peru każdą sprawę bez kolejki. I pojedziesz siedząc.

9. Okno daje ochłodę. I może urwać głowę

Klimatyzacja w combi polega na otwieraniu okien. Jeśli po otwarciu najbliższego, nadal jest gorąco, pod żadnym pozorem nie wystawiaj ręki. A zwłaszcza głowy. Pojazdy w Limie mijają się czasami dosłownie na milimetry. Jeśli wystawisz za okno głowę, możesz ją bezpowrotnie stracić.

10. Zamykaj oczy, gdy kierowca otwiera dłoń

Kierowanie combi ma swoje wewnętrzne reguły. Nie komentuj zatem, kiedy kierowca jedzie pod prąd, przejeżdża na czerwonym świetle, czy wyprzedza bez kierunkowskazu. Najlepiej w ogóle nie patrz na to, co robi. Możesz zobaczyć coś, po czym już nigdy nie wsiądziesz do żadnej combi. Na przykład gest polegający na otwarciu dłoni i skierowaniu jej w stronę ziemi tak, by widzieli to kierowcy jadący z tyłu. Zamknij wtedy oczy, bo znak ten oznacza: „- Wjeżdżam na twój pas, bez względu na to, co zrobisz”.

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Trzy miejsca w samochodzie z Limy do Cuzco 9.06 i z Cuzco do Limy 20.06. Na trasie m.in.: wyspy Ballestas, linie Nazca i inkaskie ruiny Choquequirao. Kontakt: redakcja@kochamyperu.pl
Sylwester i Nowy Rok w Ekwadorze i Peru? Zbiera się grupa chętnych na plecakową wyprawę. Wyjazd dla osób, które marzą o przygodzie i egzotyce. Szczegóły: info@peruexpedicion.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.