Wycieczka busem do Machu Picchu: Kto mało płaci, ten traci

Planujesz dostać się do Machu Picchu w ramach grupowej wycieczki autobusowej? Przeczytaj ten artykuł! Sylwia Perkowska pisze w nim o pułapkach związanych z tą formą dotarcia do słynnych inkaskich ruin.

Sylwia Perkowska

Podróżowanie bywa kosztowne, dlatego szukamy najtańszych rozwiązań. Czasem takie oszczędności popłacają¸ a czasem nie. I wtedy – zamiast zyskać – tracimy. Pieniądze, czas, cierpliwość, czy możliwość poznania innych atrakcji. Moim zdaniem w sztuce taniego podróżowania chodzi właśnie o to, by wiedzieć nie tylko jak wydawać mniej, ale gdzie i na czym oszczędzać się nie powinno.

Co ma z tym wspólnego wybór wycieczki do Machu Picchu? Więcej niż się może wydawać!

Ostatnio spotkałam w Cuzco dwójkę przesympatycznych Polaków. To dzięki rozmowie z nimi powstał ten artykuł. Zasmucili mnie bardzo, bowiem nie mieli pozytywnych wrażeń z wycieczki do Machu Picchu. Niestety, to nie pierwsze osoby, które – delikatnie mówiąc – mają mieszane uczucia związane z tymi ruinami.

Większość turystów odwiedzających Peru marzy o zobaczeniu Machu Picchu. To często główny powód przyjazdu do tego kraju. Położone na wysokości około 2400 metrów nad poziomem morza inkaskie miasto robi wrażenie i warte jest odwiedzenia. Problem polega na tym, że nie zawsze jest szansa, by się jego pięknem nacieszyć.

Poznani w Cuzco Polacy zakupili dwudniową wycieczkę do Machu Picchu. Cena niezwykle kusząca, bo zaledwie 95 dolarów od osoby. Wliczono w nią: bilet wstępu do tych najsłynniejszych inkaskich ruin, jeden nocleg oraz transport busem z Cuzco do Hidroelectrica (elektrowni wodnej) i z powrotem.

Jak to wyglądało w praktyce według poznanej dwójki Polaków?
  • nocleg okazał się koszmarem: bez ciepłej wody, z niesprawną toaletą i brudnym pokojem,
  • na zwiedzanie Machu Picchu było bardzo mało czasu: uczestnicy obawiali się wręcz, że nic nie zobaczą,
  • mniejsze lub większe problemy związane z chorobą lokomocyjną,
  • uczestnicy byli „poganiani“ przez organizatorów.

Nie jest to dla mnie nowością. Wiele razy słyszałam podobne opinie i gdybym sama musiała wybrać się do Machu Picchu z taką wycieczką, odczucia miałabym identyczne. Stąd też, aby każdy miał szansę dwa razy pomyśleć przed podjęciem decyzji, pozwolę sobie rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze.

Program standardowej wycieczki grupowej busem do Machu Picchu

Dzień pierwszy: Wczesnym rankiem turyści spotykają się w busie, bądź zabiera się ich z poszczególnych hosteli, zatem trochę potrwa, zanim ruszy się w drogę. Załadowany pojazd ma do pokonania sporo kilometrów, w tym przełęcz na wysokości 4320 metrów nad poziomem morza. Do tego główna atrakcja: zakręty, dziesiątki zakrętów… Kto ma kłopoty z chorobą lokomocyjną¸ będzie się męczyć. I to bardzo. Osobiście tego typu problemów nie mam, a i tak – pokonując tę trasę – prawie umieram. Chce mi się wymiotować i zaczyna boleć głowa – ogólnie nic przyjemnego. Oczywiście widoki są przepiękne, ale bywa, że sił nie starcza na ich podziwianie. Ot, takie uroki podróżowania busami po Andach (szczególnie podczas pierwszych dni pobytu w tych górach). Ale to nie wszystko, bo jak już się przetrwa kilkugodzinną podróż, do pokonania jest pieszo dziesięciokilometrowy odcinek przez tak zwaną dżunglę wysoką. Pociecha w tym, że to najsympatyczniejsza cześć całej wyprawy w pierwszym dniu, który kończy się w miejscowości Aguas Calientes, tuż u podnóża Machu Picchu.

Dzień drugi: W Machu Picchu chciałoby się pobyć choć kilka godzin. Należy więc wstać bardzo wcześnie i już o czwartej być na szlaku. Opcja numer dwa to lokalny autobus, który podwozi pod bramę ruin, co też oznacza ranną pobudkę, żeby znaleźć się na przystanku z zapasem czasu na zwiedzanie. Ne myślcie jednak, że dzięki tym zabiegom, będzie go wystarczająco. W żadnym wypadku! Na w miarę dokładne poznanie tego inkaskiego miasta potrzeba prawie całego dnia. I tak nie uda się zobaczyć wszystkiego, ale przynajmniej pozna się ruiny z kilku stron, odpocznie patrząc na zapierające dech w piersiach widoki, czy skorzysta z szansy wejście na jeden z okalających szczytów: Huayna Picchu lub Montaña Machu Picchu. Na terenie ruin istnieją też możliwości innych trekkingów, ale zapomnijcie o tych rarytasach przy opcji wycieczki autobusem w dwa dni. Dlaczego? Bo już o 11:00, maksymalnie około południa, trzeba z ruin uciekać. Takie są wymogi organizatorów, którzy muszą Was przetransportować z powrotem do Cuzco. Może to zająć od dziesięciu do nawet dwunastu godzin.

Jakieś plusy? Poza ceną nie dostrzegam żadnych pozytywnych stron dwudniowych wycieczek do Machu Picchu autobusem. Minusy? Jest ich tyle, że w mojej ocenie nie warto się na nią decydować.

Największe minusy to:

  • ryzyko choroby lokomocyjnej,
  • wiele godzin jazdy w autobusie (standard bywa bardzo niski: nie liczcie na klimatyzację i wygodne fotele),
  • identyczna trasa w jedną i drugą stronę (strata czasu na zwiedzanie tego samego),
  • brak czasu na poznawanie i delektowanie się Machu Picchu,
  • brak czasu na lekkie trekkingi w ruinach, jak też na zdobycie jednej z gór: Machu Picchu lub Huayna Picchu,
  • podróżowanie w grupie, której się nie zna, z ludźmi o różnych oczekiwaniach i możliwościach fizycznych,
  • niskie warunki noclegu, często poniżej jakichkolwiek standardów,
  • pośpiech oraz możliwy stres wywoływany przez organizatorów w czasie “poganiania” uczestników wyprawy, by zmieścić się w czasie,
  • zmęczenie po podróży wywołane wielogodzinnym przebywaniem w autobusie i jazdą serpentynami, a przez to brak sił na idealne wykorzystanie kolejnego dnia w Cuzco, czy innej części Peru.

To tyle z mojej strony na ten temat. A co Wy na takie poznawanie jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie?

Sylwia Perkowska

Sylwia Perkowska

Wybierasz się do Peru? Skontaktuj się z autorką. To organizatorka wypraw i wyjazdów, miłośniczka podróżowania i eksploratorka nowych szlaków

Więcej artykułów - Strona internetowa

7 Comments

  1. Witam
    Chciałem wyrazić swoją opinię na ten temat. Przede wszystkim to indolencja 95 % turystów z Polski (choć być może to zjawisko globalne, a mój osąd zbyt subiektywny). Wyjeżdżając w tak popularne wśród turystów i kosztowne miejsce na mapie świata (mówię o wyjeździe z Europy) , jak Peru , a w szczególności jego najbardziej komercyjną część , jaką jest Machu dziwi mnie , co ci turyści oczekiwali za 95 $. Moim zdaniem ( co od wielu lat praktykuję) wyjeżdżając gdziekolwiek, przygotować sie należy tak dokładnie , jak to możliwe , dzięki czemu w zasadzie nigdy nie spotykam się z rozczarowaniem w żadnym miejscu i żadnym punkcie moich podróży. Większość z nich przygotowuję sam od a do z (program , przeloty ,noclegi , transport itd.) , tak również było w tegorocznej , sierpniowej podróży po Peru. Rozważałem
    różne wersje wyjazdu do Machu Picchu jako (mimo świadomości skomercjalizowania tego miejsca , lecz również jego mimo wszystko unikalności i zjawiskowości) kulminacyjnego punktu mojego wyjazdu. Koszty najbardziej optymalnego dla mnie wariantu po ich zliczeniu lekko mnie poraziły (wyjazd dla 2 os dorosłych i dziecko 10 lat) , ale szalę przechyliły korzyści z tej opcji wynikającej. Więc po kolei. Rozpoczęcie przygotowań kilka miesięcy wcześniej. Dojazd do Aguas Callientes z Ollanta – wieczorny pociąg expedition 75 – (taniej niż z Cusco , najtańszy rodzaj pociągu – tam i z powrotem 1000 pln/3 os.). Odbiór biletów tylko osobisty na stacjach – my odebraliśmy w Puno) . Nocleg w Aguas – super lokalizacja, fajny standard 100 m od dworca i przystanku („hostal colla raymi” / 155 pln/3os./1 noc. Bilet do Machu z wejściem na Huayna 500 pln/3 os. Po wieczornych konsultacjach w hotelu rano śniadanie o 5 00 i wyjście na przystanek. I tu najpoważniejszy zgrzyt , o którym nigdzie nie doczytalem – kolejka na busa do bram Machu ma kilkaset metrów dlugości. Bilety na Huayna (limitowane – 400 os/1 dzień , wyprzedane kilka miesięcy wcześniej) upoważniają do wejścia tam w godz. 7-8 00. Jak nie zdążymy na 8 to przepadło…Decyzja? Idziemy pieszo – to bardzo męczące , chcieliśmy uniknąć tego oszczędzając siły na potem , ale nie chcę ryzykować spóźnienia (teoretycznie spotkaliśmy osoby , które były przez chwilę z nami w kolejce i powiedziały , że busem wjechały na górę mniej więcej w tym samym czasie , ale to niepotwierdzone info). Czas tej wspinaczki to ok 1,5-2 h , ale zdążyliśmy na wejście na Huayna (za 10 ósma) , zdobyliśmy szczyt , by później spokojnie pospacerować sobie po reszcie ruin , pobawić z lamami i niespiesznie , kiedy upał już nas pokonał , wrócić wczesnym popołudniem busem do miasta ( 12 $ / 1 os – 20 min. czekania) . Tam zasłużony odpoczynek , piwo zakupione w sklepie nieopodal , pyszny obiad na piętrze w mercado za 2 $ , spokojne rozkoszowanie się wspaniałymi wrażeniami dzisiejszego dnia , nocleg i wyjazd rano expedition 72 do Ollantayatambo. Zabrakło już sił i chęci na odwiedzenie gorących źródeł , czego trochę żałuję , ale trudno… Kosztownie..? Hmm….nie zwykłem wydawać niepotrzebnie pieniędzy , ale te zostały wydane według mnie rozsądnie… Fakt , trzeba też poświęcić na ten wariant trochę czasu , ale coś za coś.

    PS . Przy wejściu nie sprawdzają zawartości plecaków , więc można zabrać jedzenie i picie (oczywiście śmieci wracają z nami)
    Wkrótce publikacja bloga z wyjazdu , o czym poinformuję redakcję ;-). Przy okazji będę niezmiernie wdzięczny redakcji za informacja nt. jakichś współczesnych fajnych zespołów lub solistów z Peru i Boliwii , bo tworzę podkład muzyczny do filmu , informacji w necie , co kot napłakał….

  2. Trzeba napisać prawdę, że każdy z rodaków, którzy zaglądają na tą stronę szuka informacji jak zwiedzać Peru za darmo. Z poszczególnych artykułów wyciągają informacje gdzie można zaoszczędzić i jak to zrobić samemu, bez znajomości terenu i wyobraźni, ważne, że tanio. Pewnie jak kupują bilet wstępu do jakiegokolwiek muzeum i w cenie mają przewodnika to nie przyjdzie im do głowy, że należy mu dać napiwek…Nie wszędzie warto oszczędzać, bo czasami dobre towarzystwo warte jest więcej niż atrakcje które zwiedzamy. Nie karmmy „węża w kieszeni” skoro jedziemy na koniec świata i już tam nie wrócimy. Niektóre rzeczy po prostu kosztują i smakują lepiej… Pozdrowienia dla autorki tekstu i redakcji.

    • Nie każdy 🙂 Codziennie tu bywam i do głowy by mi nie przyszło, żeby za darmo, ani pół-darmo 🙂 Dwie możliwości, z których… trzecia jest najlepsza. Pierwsza – zdać się na „profesjonalne” biuro podróży, na rady i doświadczenie „zza biurka”, a później narzekać, że drogo, że szybko, że niedobrze. Druga – samemu szukać, załatwiać, kombinować – a później zdać sobie sprawę, ile nas ominęło, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że istnieje, że można. Trzecia – ta naj…- oprzeć się na doświadczeniu i na wiedzy lokalnych, sprawdzonych przewodników w Peru, rodem z Polski: właśnie Autorki tekstu i Panów z audycji „Wyprawy bez biura podróży” 🙂 I tu byłaby krótka piłka. Mówię, ile mam czasu, kiedy ten czas, ile mam kasy, jaka jest moja kondycja i czego nie chcę zobaczyć – i w reszcie tematu zdać się na takiego Przewodnika. Będąc tak długo w Peru, że stał się tam „swój”, a nie jest już Gringo, wie najlepiej, co zaoferować. Pozdrowienia dla tych wspaniałych Ludzi, którzy pokażą Peru prawdziwe, a niekoniecznie komercyjne. Warte każdej kasy, jaką możemy sobie pozwolić w Peru wydać. I co ważne – przy których nie tylko mamy gwarantowaną świetną atmosferę, ale też czujemy się swojsko i bezpiecznie. Warto? Jasne, że warto! Pozdrawiam i udanych wypraw życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.