Jeszcze pięć lat temu o Tęczowych Górach w Peru nikt nie słyszał, bo niemal cały czas przykryte były śniegiem. Bomba wybuchła wraz z ociepleniem klimatu. Śnieg stopniał odsłaniając jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w Peru, ale i na świecie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej ludzi, chce do niego dotrzeć i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

O szturmie na Górę Siedmiu Kolorów najlepiej opowiadają liczby. Każdego dnia tysiąc turystów wchodzi na niewielkie wzniesienie położone na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, aby odwrócić się i obejrzeć ten cud natury. W weekendy bywa ich o pół tysiąca więcej. Ale to nie koniec. Prawdziwa inwazja na Vinicunkę dopiero przed nami.

Droga była jedna, teraz są dwie

Do niedawna na Tęczowe Góry prowadził tylko jeden główny szlak. Przez miejscowość Pitumarca. Kilka lat temu nie zapuszczał się do niej pies z kulawą nogą. Ba! Kto przytomny, opuszczał ją i okolice w poszukiwaniu lepszego życia. Ale po odkryciu Góry Siedmiu Kolorów zaczął się wielki powrót i prawie pięćset pasterzy alpak nagle stało się pracownikami branży turystycznej.

Jej wartość sięga już pół miliona dolarów rocznie. Do walki o pieniądze przyłączyła się więc sąsiednia miejscowość Cusipata. Słowo „walka” nie jest przesadą. Oba miasteczka popadły w ostry konflikt, którego efektem było częściowe zniszczenie barwnych wzgórz.

Tęczowe Góry w Peru
Tęczowe Góry stały się hitem peruwiańskich Andów

Topór wojenny wydaje się jednak zakopany, a strefy wpływów podzielone. Świadczy o tym nowa droga – przez Cusipatę, która również umożliwia dotarcie do Góry Siedmiu Kolorów. „Atakowana” z dwóch stron Vinicunca czeka teraz na wyznaczony przez miejscowych cel: dwa tysiące turystów dziennie.

Co potem? Trzy tysiące ludzi każdego dnia. A może cztery tysiące? Gdyby do tego doszło, Tęczowe Góry przegonią numer jeden turystyki w Peru – inkaskie Machu Picchu.

Góry ofiarą własnej popularności

Chyba że szturm zostanie centralnie przystopowany. Na konieczność wprowadzenia państwowych regulacji wskazują miłośnicy natury. Alarmują wręcz, że Góra Siedmiu Kolorów jest w niebezpieczeństwie.

– Z ekologicznego punktu widzenia jesteśmy świadkami zabijania kury znoszącej złote jajka – powiedziała cytowana przez lokalne media peruwiańska biolog Dina Farfán.

Vinicunca w Peru
Część trasy na Vinicunkę można pokonać konno

Eksperci ubolewają, że w sąsiedztwie Tęczowych Gór powstają place budowy, a rozległe bagno, które jeszcze niedawno było ostoją dzikich kaczek, stało się parkingiem i ścieżką, z której korzystają turyści. Pod koniec dnia pełno jest na niej śmieci.

Dla niektórych trekking na Vinicunkę, pomimo niezwykłego piękna tego miejsca, kończy się czymś w rodzaju traumy.

– Zła pogoda w połączeniu z nieodpowiedzialnymi przewodnikami, nieprzygotowanymi turystami i przerażającymi warunkami na drodze sprawiły, że była to jedna z najgorszych wypraw w moim życiu – napisał na swoim blogu amerykański podróżnik John Widmer.

Nowa droga na Tęczowe Góry:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Imię