Sylwia Perkowska: Do Peru przeniosłabym na chwilę każdego

sylwia-perkowska

– W Peru prawie wszystko okazało się inne od tego, co do tej pory znałam – twierdzi Sylwia Perkowska, która przyjechała do Cuzco i… już w nim została. Chętnie odpowiada na pytania związane z tym krajem.

Kiedy i w jaki sposób dowiedziałaś się o Peru?

Nie pamiętam kiedy dokładnie, ale na pewno dość dawno temu. Pierwsze, szersze informacje o Peru dochodziły do mnie raczej z opowiadań, tych którzy po tym kraju podróżowali.

Co najbardziej zaskoczyło Cię po przyjeździe?

Przyjeżdżając do Peru nie miałam konkretnych oczekiwań, co pozwoliło mi więcej chłonąć i nie dać się zbytnio zaskoczyć. Przyjmowałam peruwiański świat takim, jakim go zastałam. Prawie wszystko okazało się w nim inne, odmienne od tego, co do tej pory znałam i widziałam.

Na pewno zaskoczyła mnie kwestia bezpieczeństwa. Rzeczywiście potwierdziło się to, o czym wiele osób mi mówiło i o czym czytałam w internecie, czyli że nie jest to kraj, w którym wszędzie można się samemu bezpiecznie poruszać. Wyruszając w podróż miałam nadzieję, że dawane mi przez znajomych ostrzeżenia są nieco przesadzone. Nie były. Czasem zdarzało się, że gdy pytałam o konkretne trasy, słyszałam jedynie stanowczą odpowiedź – tam nie idź, tą drogą wieczorem nie spaceruj, w tej dzielnicy nie zatrzymuj się na nocleg… Zawsze słuchałam lokalnych mieszkańców, weryfikowałam ich podpowiedzi w kilku źródłach, więc ogólnie nie miałam większych problemów w tej kwestii. Poza jednym incydentem, kiedy zignorowałam wskazówki i znalazłam się w sytuacji bardzo niebezpiecznej.

Zaskoczyła mnie też mentalność ludzi, sporo różniąca się od polskiej. To, że Peruwiańczycy do wszystkiego podchodzą raczej na luzie, że ciężko wyegzekwować od nich coś na czas, że się spóźniają, czasem nawet kilka godzin i nikt się tym nie stresuje. Niesamowite! Przy czym jednocześnie te kwestie bardzo utrudniają współpracę na miejscu. Co innego na ten system popatrzeć, a co innego, gdy trzeba w nim na co dzień funkcjonować. Bez ogromnej dawki cierpliwości może być ciężko.

Które miejsce w Peru ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Cuzco. Otoczone pięknymi atrakcjami i krajobrazami ma dla mnie fajny, bo bardzo suchy klimat. Czasem nieco surowy, ale na pewno zdrowy. To miejsce, gdzie sporo się dzieje. Miasto nie jest ani za duże, ani za małe. Angażuję się tu w wiele projektów, także takie, które pozwalają mi docierać coraz głębiej w moje ukochane Andy. To tu spędzam najwięcej czasu, więc do tego miasta jak i do całego regionu Cuzco mam największy sentyment.

Kogo lub co przeniosłabyś z Peru do Polski?

Każdego na chwilę, by poznał nasz świat, kulturę, tradycje, mieszkańców i wszystko, co mamy do zaoferowania jako ludzie i jako kraj.

A tak z nieco innej niż podróżnicza perspektywy… Na pewno fajnie byłoby sprowadzić do Polski nieco więcej kolorów, które na co dzień obecne są w wielu miejscach w Peru, czy chociażby ciepłe i kolorowe wyroby z wełny alpak. Idealnie sprawdzają się podczas naszych zim! Fajnie byłoby też mieć w polskiej spiżarni więcej rzeczy z peruwiańskiej kuchni, na przykład kolorowe ziemniaki, różne gatunki kukurydzy, albo niektóre przyprawy i papryczki, bądź owoce. Niektóre produkty z Peru są dostępne w polskich sklepach, ale jednak wiele jest takich, które ciągle pozostają Polakom nieznane.

Chociaż na wielką skalę nie wiem, czy jest sens przenosić cokolwiek, skądkolwiek… Może właśnie trzeba wszystko zostawić na swoich miejscach i podziwiać to, co każdy z krajów ma do zaoferowania. Z plusami i minusami, w ich naturalnym środowisku. Wtedy, gdy się gdzieś przyjeżdża, jest większe zaciekawienie, bo wszystko lub prawie wszystko wydaje się inne, bardziej egzotyczne. Gdyby każdy kraj miał to samo, nie byłoby frajdy z podróżowania po świecie.

Co chciałabyś zmienić w Peru i Peruwiańczykach?

Ani w Peru, ani w Peruwiańczykach nie zmieniałabym niczego. Jeśli już, to samo społeczeństwo Peru powinno zdecydować, czy i co ewentualnie zmienić lub poprawić. To kraj o określonej kulturze, tradycjach, sposobie bycia. Może mi się tu coś podobać lub nie, irytować lub fascynować, ale nie do mnie należy kwestia zmieniania czegokolwiek i kogokolwiek. Mogę jedynie zastanawiać się, czy i co zmienić w sobie i na co mogę mieć wpływ w moim kraju.

Kogo lub co przeniosłabyś z Polski do Peru?

Każdego, przynajmniej na chwilę, w celach turystycznych, żeby poznał bogactwo tego kraju i zobaczył z czym zmagają się tutejsze społeczności. Sądzę, że przyjazd do Peru może być piękną lekcją dla Polaków na wielu płaszczyznach. Szczególnie gdy ktoś skupi się bardziej na lokalnym życiu, a nie na najpopularniejszych atrakcjach. Krajobrazy są tu przepiękne i już tylko dla nich warto ten kraj odwiedzić, ale jest coś więcej, coś cenniejszego. Ludzie, kultura, tradycje, zwykła codzienność z przysłowiowego końca świata.

Z Polski przeniosłabym też trochę naszej kuchni. Myślę, że w Peru by ją pokochano. Na przykład kiszone ogórki, czy korniszony, albo nasze wersje kompotów z typowymi, polskimi owocami. Peruwiańczycy, którzy odwiedzają Polskę, szaleją za tymi produktami.

Chociaż, podobnie jak w kwestii przenoszenia z Peru do Polski, na wielką skalę chyba lepiej nic nie przenosić…

Co powiesz osobie, która planuje odwiedzić Peru?

Powiedziałabym, że wybrała bardzo fajny kierunek. Będzie tu miała okazję przenieść się w zupełnie inny świat, poznać wiele cudownych miejsc oraz dowiedzieć się ciekawych rzeczy o Peru i Peruwiańczykach.

Wybierającym się do Peru doradziłabym też, aby układali maksymalnie zróżnicowane plany wycieczek. Tak, aby były skupione na wielu aspektach, nie tylko na Machu Picchu, czy kulturze inkaskiej. Często słyszę, że głównym celem podróży są właśnie te ruiny oraz ta kultura plus ewentualnie Kanion Colca i Jezioro Titicaca. A przecież Peru to kopalnia innych atrakcji, które są równie piękne i warto je poznać. Nawet trzeba, bo wiele z nich ciągle pozostaje nieskażone turystyką, co pozwala na odkrywanie tego zakątka świata w zupełnie inny sposób. Jeśli ktoś szuka pięknych miejsc z dala od utartych szlaków, w kilka razy większym od Polski Peru będzie miał ich pod dostatkiem. Ten kraj to także kopalnia wiedzy o kulturach znacznie starszych niż Inkowie. Przynajmniej na niektóre z nich warto położyć większy akcent.

Ważne też, by przed przyjazdem poznać przynajmniej podstawy języka hiszpańskiego. Bez tego ciężko dotrzeć do nieturystycznych perełek i czerpać garściami z tego, co Peru ma do zaoferowania.

Poleciłabym przyjazd do Peru na minimum dwa tygodnie. Im dłużej, tym lepiej. Nie wiadomo przecież, czy będzie okazja do powrotu w te strony, a szkoda stracić to, co mają do zaoferowania. Ponadto odradziłabym przyjazd w porze deszczowej, zwłaszcza od grudnia do marca, osobie, która marzy o trekkingach. Na takowe w tym okresie liczyć nie można. Warto zatem przed decyzją o urlopie i kupnem biletów przemyśleć dokładnie to, co się chce w tym kraju zrobić, czy zwiedzić i do tych preferencji dobierać daty przylotu i wylotu. W Peru mamy przecież trzy różniące się od siebie wielkie regiony z odmiennymi klimatami. O ile mniejsze ma to znaczenie w przypadku wakacji mniej aktywnych, o tyle dla tych, którzy chcą bardzo intensywnie spędzić tu czas, wybór pory roku będzie niezwykle istotny.

***

Sylwia Perkowska mieszka w Cuzco, dawnej stolicy Inków. Z wykształcenia jest radcą prawnym, a z zamiłowania specjalistką od turystyki. W Peru prowadzi SYLWIA TRAVEL – lokalną, polsko-peruwiańską firmę podróżniczą, która przygotowuje autorskie wycieczki o różnym stopniu trudności, dla każdego, kto chce spędzić w Peru wakacje dokładnie w taki sposób, jaki lubi.

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 46 artykułów
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.