Kilka światów w jeden dzień? Takie rzeczy tylko w Peru. Ale uwaga! Trzeba ogarnąć wszystko logistycznie, bo to będzie bardzo intensywny dzień. W zamian zapamięta się go tak, jakby trwał cały tydzień.

Milion ptaków w jednym miejscu

Wczesnym rankiem rejs szybką łodzią po Oceanie Spokojnym na Wyspy Ballestas. To niewielki, skalisty archipelag zamieszkały przez dzikie zwierzęta. Przede wszystkim ptaki.

Jest tylko jedno miejsce na świecie, gdzie widziałem ich więcej. Kino w Poznaniu, do którego poszedłem kiedyś na film „Ptaki” Alfreda Hitchcocka. Chociaż podejrzewam, że rzeczywistość na Ballestas jest jeszcze bardziej zdumiewająca. W zależności od pory roku ptaków na tych wyspach może być nawet…. ponad milion.

Wśród nich najbardziej wyróżniają się te, które nie latają: pingwiny Humboldta. Główną atrakcją są jednak lobos marinos, czyli uchatki patagońskie. Łódź podpływa do nich dosłownie na wyciągnięcie ręki. I tylko na chwilę, żeby jak najbardziej ograniczyć ludzką ingerencję w życie tych niezwykle fotogenicznych ssaków. Kontakt z nimi znów wydaje się sceną niczym z filmu. Gdyby ktoś nie chciał czuć się jak uczestnik dokumentu przyrodniczego „Animal Planet”, nie powinien na Wyspy Ballestas płynąć.

Szlakiem wina, pisco i tajemnic

Już w drodze na nie zaczyna się kolejny świat tego dnia: tajemnice sprzed dwóch tysięcy lat.

Na początek El Candelabro – widoczny tylko z Pacyfiku geoglif w kształcie kandelabra. Po co go wykonano? Odpowiedzi nie ma. Są tylko teorie. Druga zagadka czeka zaraz po zejściu na ląd. To wydłużone ludzkie czaszki z czasów kultury Paracas. Dlaczego zagadka? Niektórzy twierdzą, że czaszki nie należały do ludzi.

Wszystkie teorie, zarówno te przyziemne, jak i kosmiczne, najlepiej omówić przy dobrym alkoholu. A ten czeka w pustynnych winiarniach, które oprócz wina produkują także pisco – narodowy napój Peruwiańczyków.

Winiarni na peruwiańskim wybrzeżu jest kilkadziesiąt. Każda inna. Trzeba miesięcy, żeby zobaczyć wszystkie, ale w kilka godzin można odwiedzić dwie lub trzy. Minimum jedną. Polecam najstarszą w Ameryce Południowej winnicę Tacama, a także należącą do potomków bohatera kontynentu Simona Bolivara winnicę Lazo oraz specjalizującą się w owocowych likierach winnicę Catador.

Huacachina – adrenalina na maksa

Połączoną z degustacją podróż szlakiem wina i pisco można wydłużyć, ale wtedy nie zostanie czasu, nie wspominając o przytomności, na hit popołudnia: Oazę Huacachina. W niej również nachodzą człowieka kinowe skojarzenia. Tym razem z „Mad Max” Mela Gibsona, bo po wydmach wokół Huacachina można pojeździć buggy – pojazdami jakby z tego filmu.

Frajdy i adrenaliny jest co niemiara. Nie tylko z powodu rajdu na pełnej szybkości po piaszczystych wzgórzach, ale także przez sandboarding – zjeżdżanie na desce po piasku. Jeśli ktoś tego nie lubi i nie zamierza polubić, lepiej zostać dłużej w winiarniach.

Z nich koniecznie trzeba zabrać na wieczór butelczynę, albo dwie, bo taki dzień już się nie powtórzy. Będą inne. Dokąd ruszymy dalej? O tym w kolejnym odcinku.

Dzień 2: Wyspy Ballestas, tajemnice przeszłości, winnice i adrenalina na pustyni:

Tajemniczy kandelabr w drodze na Wyspy Ballestas
Tajemniczy Kandelabr w drodze na Wyspy Ballestas
Łódź przy Wyspach Ballestas
Wyspy Ballestas ogląda się tylko z łodzi
Uchatki na Wyspach Ballestas
Uchatki patagońskie na wyciągnięcie ręki
Pelikany i kormorany na Wyspach Ballestas
Pelikany i kormorany – mieszkańcy Wysp Ballestas
Pingwiny na Wyspach Ballestas
Pingwiny Humboldta – poranny skok na śniadanie
Wydłużone czaszki z Półwyspu Paracas
Wydłużone czaszki z czasów kultury Paracas
Najstarsza w Ameryce Południowej winiarnia Tacama
Najstarsza w Ameryce Południowej winiarnia Tacama
Pojemniki na wino w winiarni Lazo
Tradycyjne „beczki” na wino w winiarni Lazo
Alkohole do degustacji w winiarni Catador
Alkohole do degustacji w winiarni Catador
Sandboarding w Oazie Huacachina
Nauka zjazdu po piasku w Oazie Huacachina
Rajd po wydmach w Oazie Huacachina
Rajd buggy: piasek, prędkość i adrenalina

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Imię