Jak przygotować idealną podróż po południowym Peru? Nie ma takiej. A właściwie wszystkie podróże, jeśli podejść do nich z dystansem, są na swój sposób doskonałe. Co jednak zrobić, żeby „wycisnąć” z nich jak najwięcej?

Przede wszystkim po przylocie do Limy jak najszybciej opuścić to miasto. Najlepiej od razu, już w piewszy dzień. Do stolicy Peru i tak przecież trzeba będzie wrócić przed wylotem, więc strat nie ma. Jest za to zysk w postaci godzin, a nawet dni, które „zaoszczędzi” się na inne miejsca w tym kraju.

Szybka ucieczka z Limy do Paracas

W Limie najczęściej spędza się zbyt dużo czasu. Podobno tak trzeba. Spotkałem się nawet z opiniami, że w tym gigantycznym mieście należy pobyć co najmniej trzy dni, żeby… zaaklimatować się przed podróżą w Andy. Nie wdając się w szczegóły tego i innych mitów powiem krótko. Uciekajcie z Limy jak najszybciej!

Dokąd? Na Półwysep Paracas. Rano śniadanie w hotelu i jeszcze tego samego dnia świeża ryba na obiad nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Oba miejsca dzieli zaledwie cztery godziny drogi. Mniej więcej tyle samo, albo nawet więcej trzeba postać w korkach w Limie.

Już tylko z tego powodu warto wyjechać z niej bez żalu. Nie bacząc na zmęczenie. Dużo szybciej i przyjemniej ładuje się akumulatory na dzikich plażach i zapierających dech w piersiach klifach niż w gwarnej, zatłoczonej i pełnej spalin metropolii.

Raj dla ptaków, ryb i alg morskich

Półwysep Paracas to jedno z najsuchszych miejsc na świecie. Praktycznie nigdy w nim nie pada, a jeśli już to lekko mży o porankach, choć samą jego nazwę można przetłumaczyć jako deszcz. Deszcz… piasku, bo to pustynia geograficznie uznawana przez niektórych za część pustyni Atacama.

Z drugiej strony to jedna z najbardziej bogatych w faunę części Peru. Z przybrzeżnym Pacyfikiem Paracas stanowi naturalny obszar chroniący morskie i lądowe ekosystemy. To raj dla ptaków, których naliczono dotąd ponad dwieście gatunków, w tym kilka endemicznych. Dzięki obecności fitoplanktonu w pobliskim prądzie Humboldta Paracas jest także domem trzystu gatunków ryb i ponad dwustu pięćdziesięciu gatunków alg morskich. Nic więc dziwnego, że w 1975 roku w miejscu tym powstał rezerwat narodowy.

Kompletna podróż na czterech kołach

Pustynny Paracas to pierwszy krok do podróży „kompletnej”. Będzie to także podróż intensywna. Nie da się jej zorganizować bez chęci na wielką przygodę. I bez samochodu. Gdzie pojedziemy dalej? O tym w kolejnym odcinku.

Dzień 1: Plaże, klify, zwierzęta i niespodzianki Półwyspu Paracas:

Plaża Raspon w Paracas
Idealna na morskie kąpiele Plaża Raspon
Katedra - symbol Paracas
Skalna „katedra” – symbol Półwyspu Paracas
Ostyrygojad brunatny w Paracas
Stali mieszkańcy: ostrygojady brunatne
Plaża Roja w Paracas
Playa Roja, czyli czerwona plaża
Rybak w Paracas
Miejscowy poławiacz owoców morza
Droga na Półwyspie Paracas
Wszystkie drogi prowadzą do celu
Uchatka w Paracas
Uchatka patagońska przy lokalnym porcie
Plaża Supay na Półwyspie Paracas
Playa Supay, czyli plaża diabła
Prehistoryczne kości na Półwyspie Paracas
Kości prehistorycznych zwierząt z Paracas
Plaża Yumaque w Paracas
Plaża Yumaque. Tu ryby łowi się rękami
Rybitwa kalifornijska w Paracas
Stali mieszkańcy: rybitwy kalifornijskie
Klify na Półwyspie Paracas
Klify wpadające wprost do Pacyfiku

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Imię