– Gówniana ta kawa – stwierdził Tomasz, a ja parsknąłem śmiechem, bo nikt wcześniej nie odgadł, że mój poczęstunek związany jest i z kawą, i z odchodami…

Sytuacja miała miejsce na wyprawie do doliny Chanchamayo, kawowej stolicy Peru. To jedno z moich ulubionych miejsc w tym kraju, do którego chętnie zabieram Polaków. Ze świecą w ręku trzeba w nim szukać zagranicznych turystów. Jeżeli ktoś chce ze spokojną głową i otwartym sercem poznać peruwiańską, wiecznie zieloną prowincję, trudno o coś lepszego.

Indianie, kawa i dżungla w Chanchamayo

Na dodatek połączenie z Limy jest łatwe, a trasa malownicza. Przez dłuższy czas prowadzi wzdłuż kolei transandyjskiej wybudowanej w XIX wieku przez polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego. Do 2005 roku była to najwyżej położona linia kolejowa na świecie.

W Chanchamayo trafiamy do innego świata. Tworzą go najpiękniejsze w Peru wodospady, w których nie sposób się nie wykąpać, spotkania z Indianami szczepu Asháninka, zielone wzgórza z uprawami cytrusów, mango i granadilli oraz plantacje kawy. Pełna egzotyka, dzika przyroda i dżungla, a na wszystko potrzeba tylko trzy dni.

Indianie Asháninka w Peru
W Chanchamayo bez problemu można spotkać Indian Asháninka

Ale co z tymi odchodami? Na jednej z plantacji kawy miejscowi chętnie częstują produktem końcowym. Powstaje on częściowo w żołądkach ostronosów. Te sympatyczne zwierzaki, które bywają maskotkami dzieci w Amazonii, zjadają ziarna kawy i wydalają nadtrawione, co podobno pozbawia je gorzkiego smaku.

Kawę z takich właśnie nasion próbujemy w Chanchamayo. Nie wyobrażacie sobie radochy tubylców, którzy informują o wszystkim pijących. Ale po fakcie.

Tomek miał więc rację twierdząc, że kawa jest gówniana. Ale trzeba dodać, że nie przez smak i jakość, tylko przygotowanie. Po prostu Peruwiańczycy raczej nie potrafią jej dobrze zaparzyć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Imię