Wyspy Uros na Jeziorze Titicaca. Jak się nimi nie rozczarować

Zbudowane z trzciny i pływające po Jeziorze Titicaca Wyspy Uros wzbudzają kontrowersje wśród podróżników. To zrozumiałe, bo coraz częściej ich oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością. Pisze o tym Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

– To komercja – mówią czasami ci, którzy byli. Twierdząc, że zbudowane z trzciny totora pływające Wyspy Uros koło Puno na Jeziorze Titicaca nie są już „żelaznym punktem” wycieczki po Peru. Tylko farsą, bo przestały być autochtonicznym miejscem życia Indian, a stały się wystawioną na sprzedaż maskaradą, z której miejscowi czerpią zyski.

Jak jest naprawdę? Jestem trochę w niezręcznej sytuacji, bo na Uros mam kumpli. Postaram się jednak jak najbardziej obiektywnie podejść do sprawy.

Coraz częstsza niechęć do odwiedzenia wysp bierze się głównie stąd, że wydają się drogim celem podróży. „Komercja” to przecież zapowiedź poważnych wydatków. Tymczasem wstęp na Islas de los Uros kosztuje zaledwie pięć soli (około sześć złotych), a kolejne dziesięć trzeba wydać na podróż motorową łodzią. W sumie piętnaście soli, które płaci się w kasie na przystani w Puno. Jeśli ktoś płaci więcej, jego sprawa. Powinien mieć jednak świadomość, że miejscowi mają z tego figę.

Argument o tym, że zarabiają kokosy na turystach, nie ma więc racji bytu. Jest wręcz odwrotnie – bardzo tanio. W cenie biletu gość ma prawo odwiedzić dwie spośród prawie czterdziestu wysp, popstrykać do woli zdjęć oraz posłuchać o tym, jak wygląda budowa trzcinowego kawałka lądu i życie na jeziorze.

Drugi argument jest trudniejszy do obalenia. Chodzi o to, że mieszkańcy wysp oferują turystom dodatkowe usługi. Rozkładają kramy, na których mają wyroby rękodzielnicze. Zachęcają do przejażdżki trzcinową łódką. Otworzyli restauracje. Namawiają na nocleg w trzcinowych hotelikach. A niektórzy sami ośmielają się nocować w Puno. To doprawdy nie fair z ich strony.

Nie przesadzam. Tylko stwierdzam fakty. Idealnie byłoby przecież, aby przebywający zaledwie o dwadzieścia minut łódką od cywilizacji mieszkańcy wysp żyli z dala od tejże cywilizacji. Ale nie żyją, więc dużo łatwiej jest ich zrozumieć i nie rozczarować nimi traktując Wyspy Uros jak skansen. Żywy skansen, bo zamieszkały przez ludzi, którzy mają do opowiedzenia swoją historię.

Piszę o tym zachęcając do odwiedzenia wysp, choć można na nich przepłacić za kolorową makatkę, działają ufundowane przez Unię Europejską baterie słoneczne, istnieje prąd, kabiny telefoniczne, a nawet internet. Zachęcam jednak gorąco, by tych ludzi odwiedzić, bo nie urwali się z Księżyca i na te wszystkie życiowe ułatwienia najzwyczajniej w świecie zasługują. Tak samo jak każdy inny zasługuje na życie w lepszych warunkach.

Oczywiście nie każdy da się przekonać, ale warto, aby nie podejmował pochopnej decyzji. Rezygnacja z rejsu na Wyspy Uros oznacza czasami rezygnację w ogóle z przyjazdu nad Jezioro Titicaca. Taka opcja brana jest często pod uwagę przy układaniu planu wyprawy do Peru. A przecież nie samymi Uros Titicaca żyje. Są jeszcze oddalone bardziej od brzegu tak zwane „niekomercyjne” pływające wyspy z trzciny, na których za wstęp nie płaci się w ogóle. Są też inne wyspy – Amantani i Taquile. Są wreszcie półwyspy – Capachica, Chifron i Llachon. Każde z tych miejsc można włączyć do podróży po jeziorze, co sprawi, że będzie ona ciekawsza.

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

1 Comment

  1. Wyprawę na Wyspy Uros wspominam jako wspaniałe, totalnie unikalne doświadczenie… I nie ma znaczenia świadomość, że są one w jakimś stopniu komercyjne, bo pewnie trudno byłoby je zachować inaczej… A wyjątkowe pamiątki tam kupione, to nie tylko miłe wspomnienie zupełnej innej rzeczywistości ale i forma wdzięczności ludziom, którzy podejmują gości z zaangażowaniem i serdecznością. Kocham Peru i Titicaca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.