Kolorowy zawrót głowy: Tęczowe Góry stały się hitem Andów

Tęczowe Góry, Wzgórze Siedmiu Kolorów, albo po prostu Vinicunca – tak nazywa się jedna z najnowszych atrakcji Peru. W mgnieniu oka stała się sławna daleko poza jego granicami. Czy warto ją zobaczyć? Pisze o tym Sylwia Perkowska. 

Sylwia Perkowska

Kto jeszcze nie słyszał o Tęczowych Górach w Peru, niech koniecznie obejrzy krótki film pod tym artykułem. Trzeba przyznać, że robią wrażenie. Ale czy warto się tam wybrać? O tym już za chwilę.

Najpierw muszę wyjaśnić, że co jakiś czas konkretna atrakcja w Peru robi się bardziej popularna od innych. Wiele firm turystycznych rozpoczyna wówczas bój o klienta, a z drugiej strony większość podróżujących pragnie tę atrakcję poznać. Efekt może być tylko jeden. Robi się bardzo komercyjnie i bardzo turystycznie. W mgnieniu oka miejsca wcześniej mało znane zamieniają się w zatłoczoną przestrzeń, w której coraz ciężej jest usłyszeć własne myśli.

I wtedy pojawia się to odwieczne pytanie. Czy warto? Chociaż bardzo chcę udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi, to jednak nie mogę.

– Nie wiem, to zależy – odpowiadam szybko. Od czego konkretnie? Od każdego z nas. Od naszych charakterów. Od naszych upodobań. Od tego jak lubimy poznawać świat. A także od tego, o co nam w tym poznawaniu chodzi.

Podróżować można przecież na wiele sposobów, dlatego też trudno komuś doradzić, czy wyprawa do Tęczowych Gór będzie dobrą opcją, czy też nie. Dla jednych, mimo komercji i zwyczajnego tłoku, to ciągle atrakcja godna uwagi. Dla innych – wręcz przeciwnie. Faktem jest jednak, że popularność tego miejsca zaczyna odstraszać, bo wiąże się z przepełnieniem na szlaku, a co za tym idzie – z utratą tego co naturalne i lokalne.

Ważne jest także osobiste podejście. Podczas wypraw preferuję być raczej z dala od bardzo turystycznych zakątków. Wówczas poznawanie świata jest bardziej naturalne i bardziej prawdziwe. W miejscach, gdzie turystów nie ma w ogóle lub jest ich niewielu, inni zdają się też być ludzie. Są tacy ciekawi, zupełnie jak ja. Już na początku naszej znajomości mamy zatem wiele wspólnego. A to zawsze dobrze rokuje. Poza tym każdy chętnie się dzieli. Swoim czasem, wiedzą, uśmiechem, a często także i życiem prywatnym. Wkroczenie z tym wszystkim w mały, lokalny świat gdzieś na krańcu Ziemi to przeżycie tak cenne i wartościowe, że trudno je opisać.

Jest też drugie, o wiele rzadziej zadawane pytanie. Czy Tęczowe Góry da się poznać w niekomercyjny sposób?

Jeszcze tak. Co prawda tłumy nie znikną całkowicie, ale wszystko można zaplanować tak, aby prawie przez cały czas mieć w zasięgu jedynie to, co daje natura. Będzie nieco drożej. Będzie nieco dłużej. Trzeba przecież wyruszyć z zupełnie innej strony, w innych godzinach. Na taką odizolowaną wyprawę potrzeba w sumie trzech dni. Trzech pięknych dni, bo spędzonych w Andach wysokich, pośród nieziemskich krajobrazów z tęczowymi szczytami. To jak wisienka na torcie. Przygoda, w której nic się nie powtarza i w której nie wraca się tym samym szlakiem, ani nie mija po drodze kilkuset osób.

Czy warto? Ciągle tego nie wiem. To zależy tylko od Ciebie. Dla mnie zdecydowanie tak!

Vinicunca, czyli Tęczowe Góry:

Sylwia Perkowska

Sylwia Perkowska

Wybierasz się do Peru? Skontaktuj się z autorką. To organizatorka wypraw i wyjazdów, miłośniczka podróżowania i eksploratorka nowych szlaków

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.