Wielkanoc: Siedem kościołów, rybia chłosta i stypa po Chrystusie

Wielki Czwartek i Wielki Piątek to w Peru dni ustawowo wolne od pracy. Nie ma za to Poniedziałku Wielkanocnego. O różnicach między Wielkanocą w Polsce i Peru w subiektywnym felietonie pisze Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

Peruwiańczycy i Polacy są w większości katolikami, ale w okresie wielkanocnym można odnieść wrażenie, że celebrują odmienne wydarzenia. Wszelkie porównywania obarczone są uogólnianiem. Mimo to spróbuję. Oto największe, moim zdaniem, różnice.

WIELKI CZWARTEK

Polska. Dzień roboczy, jak każdy inny. Tylko w głowie kołacze, że wieczorem trzeba iść na Mszę Wieczerzy Pańskiej. Jak się człowiek wyrobi, to pójdzie. Jak się nie wyrobi, albo będzie zmęczony, nie pójdzie. Przecież ten wielki, roboczy czwartek, chyba nie jest aż tak ważny?

Peru. Dzień wolny od pracy. Od rana przygotowania w kuchni, a potem wszyscy ruszają do kościołów. Trzeba wejść do siedmiu z nich. Taki zwyczaj. Pochodzi ze średniowiecza i nawiązuje do siedmiu dni, w których Bóg stworzył świat. Dla wiernych zwyczaj ten oznacza odwiedzanie Chrystusa, który w tym dniu został pojmany i osadzony w więzieniu. Idzie się więc do więźnia, żeby Go pocieszyć.

Jeśli ktoś organizuje religijną Wielkanoc poza domem, najczęściej wybiera Ayacucho. O porównanie ciężko, bo ani to Jasna Góra, ani Kalwaria Zebrzydowska, ani inne miejsce, do którego według polskiego toku myślenia ciągną wierni. O położonym w Andach na wysokości 2700 metrów nad poziomem morza Ayacucho mówi się czasami „la ciudad religiosa” – religijne miasto. Ale to nie jest miasto świętoszków. Chodzi o to, że święta kościelne, zwłaszcza Wielki Tydzień i Wielkanoc, odbywają się tam z największym rozmachem. Chodzi też o to, że w Ayachuco kościołów jest nie siedem, tylko trzydzieści trzy. Tyle, ile lat żył Chrystus.

WIELKI PIĄTEK

Polska. Dzień roboczy. Jak każdy inny, ale dochodzi jeszcze ścisły post. Siedzi człowiek w pracy, musi być wydajny i skupiony, więc potrzebuje energii. Powinien coś zjeść. A tu nakaz postu. Jedzie się więc cały dzień na pustym żołądku i z zawrotami głowy. I nawet nie ma czasu wyciszyć się. Nie ma czasu pomyśleć dłużej, że gdzieś tam biczują i krzyżują Chrystusa. Wieczorem także nerwowo, bo trzeba jeszcze zdążyć na Drogę Krzyżową. Jak człowiek bardzo głodny i zmęczony, to zrobi sobie drogę krzyżową, ale… do domu. Przed telewizor. Ogólnie smutny dzień.

Peru. Dzień wolny od pracy. Od rana ścisły post. Ulicami miast przechodzą procesje. To biblijne inscenizacje Drogi Krzyżowej. Jest biczowany Chrystus z koroną cierniową na głowie. Jest Jego Matka. Jest Szymon Cyrenejczyk. Jest Weronika z chusteczką. Są rzymscy strażnicy. Są w końcu dwaj złoczyńcy, pośród których Chrystus jest przybijany do krzyża i umiera (w Peru krzyżowanie aktorów biorących udział w inscenizacji nie jest prawdziwe, ale wygląda bardzo realistycznie). Gdzieniegdzie w Peru rodzice symbolicznie „chłoszczą“ swoje dzieci rybami, by ulżyć w cierpieniach Chrystusowi.

Po śmierci Chrystusa niektórzy Peruwiańczycy zasiadają… do stołów. Ta swoista stypa składa się z dwunastu postnych dań, które symbolizują apostołów. Wygląda niemal jak nasza wigilia. Ma jednak bardziej religijny wymiar. No bo jak wytłumaczyć, że w Polsce jemy dwanaście potraw na pamiątkę narodzenia Chrystusa, podczas gdy świat nie ma jeszcze zielonego pojęcia o Jego uczniach? Ni w pięć, ni w dziesięć ta nasza kolacja wigilijna przed Bożym Narodzeniem. W Peru natomiast wielkopiątkowa uczta wydaje się mieć sens. Chrystus umarł, ale spożywa się tuzin potraw na pamiątkę dwunastu apostołów, których uczył dla nas i których nam pozostawił.

Wieczorem ulicami miast wierni odprowadzają ciało Chrystusa do grobu. Te procesje kończą się czasami wczesną nocą. A gdy człowiek wraca z nich do domu może poczuć, że Syn Boży umarł naprawdę.

WIELKA SOBOTA

Polska. Nie wiadomo do końca, jak w tym dniu się zachować. Rozmyślać o Bogu na pewno. Ale jak? Oczywiście na smutno, bo na wesoło przecież nie wypada. Do tego dochodzi nastrój oczekiwania, ale atmosfera jakoś tego nie zdradza. Zatem lepiej spędzić ten dzień w kuchni na finalizowaniu wielkanocnych potraw. Czas urozmaica też malowanie jajek i wyprawa ze święconką. Miły zwyczaj. Wieczorem liturgia wody i ognia. I ciągłe oczekiwanie.

Peru. Skoro Bóg umarł i jeszcze nie zmartwychwstał, grzechu nie ma. To pogląd zakorzeniony w świadomości Peruwiańczyków, a pochodzi z faktu, że ich przodkowie narzucone przez konkwistadorów symbole wiary czasami przyjmowali bardzo dosłownie. Dlatego w głęboko ukrytych miejscach w dżungli i w górach, do których dotarł katolicyzm, ale nie dotarła jeszcze w pełni cywilizacja, można spotkać się z przypadkami prymitywnych zachowań, w tym wielkosobotnich orgii seksualnych całego puebla. Jest to jednak mniej niż mikroskopijna rzeczywistość Peru, która wkrótce i tak trafi do historii.

Powszechna rzeczywistość Wielkiej Soboty w Peru to fiesta. Ulice miast zamieniają się w miejsca zabaw. Jest dużo muzyki na żywo, tańców i śpiewów, do których dołącza tłum. Piwo – najpopularniejszy peruwiański alkohol – leje się strumieniami. Młodzież i dzieci biorą udział w konkursach zręcznościowych, na przykład w budowaniu piramid z ludzkich ciał. W wielu miastach kulminacyjnym punktem fiesty jest uliczna corrida. Natomiast późnym wieczorem w całym Peru zaczyna się jeden wielki pokaz sztucznych ogni. Znak, że radość nadchodzi.

Nikt nie maluje jajek. Ale pisanki, owszem, można spotkać. Jako ekspozycja na targach czarowników.

NIEDZIELA WIELKANOCNA

Polska. Żaden kościół podczas porannej mszy rezurekcyjnej nie pomieści wszystkich wiernych, więc przezorni idą na mniej oblegane i… krótsze nabożeństwa w ciągu dnia. Wszyscy zasiadają jednak do wspólnego śniadania. Przez cały dzień jest świątecznie. Jest rodzinnie. Jest miło. No i w końcu oficjalnie świętuje się z alkoholem. Jednak o cudzie, jakim jest zmartwychwstanie Chrystusa, raczej się nie rozmawia. Oczekuje się kogoś innego. Zajączka.

Peru. Często rezurekcje zaczynają się o czwartej nad ranem i biorą w nich udział wracający z sobotnich fiest. Ci, którzy nie mieszczą się w kościołach i tak przeżywają atmosferę zmartwychwstania, bo zaraz po mszy ruszają kolejne procesje. Ludzie idą za dużymi figurkami zmartwychwstałego Chrystusa niesionymi przez elegancko ubranych mężczyzn. Oświetla Go płomień z setek świeczek i towarzyszą wystrzeliwane w niebo petardy.

Uroczyste śniadanie nie jest obowiązkowe i nie ma zwyczaju dzielenia się jajkiem. A tak naprawdę mało kto siedzi w domu. Pogoda jest sprzyjająca w całym Peru, więc wychodzi się na ulice spotkać się z przyjaciółmi, wznieść toast za życie, wziąć udział w zabawach i koncertach, którymi tętnią miasta. Słowem – świętować.

Jeśli ktoś włączy telewizor, w serwisach informacyjnych usłyszy wiadomość dnia: – Jezus Chrystus zmartwychwstał!

PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY

Polska. Trochę strach wyjść z domu, bo nie wiadomo: poleją, czy nie poleją? Głupio maszerować w najlepszym ubraniu przemoczonym do suchej nitki. Zatem rozglądając się na prawo i lewo pędem do kościoła na mszę, a potem już można dalej świętować w domu. Na drugą nogę.

Peru. Nie ma dyngusa (wodą polewa się w karnawale). Jest już po świętach. Ludzie idą do pracy.

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.