Rasizm na turystycznym szlaku. W Peru gringo zawsze płaci więcej

Zła wiadomość dla wybierających się do Peru: miejscowi będą próbowali złupić każdego przyjezdnego do ostatniego grosza. Ale jest też dobra: można się nie dać. – I wszyscy będą zadowoleni – twierdzi Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

Za mahoniowy stół, na którym napisałem pierwsze teksty o Peru, stolarz w Limie chciał ode mnie sto pięćdziesiąt nowych soli peruwiańskich, czyli – wówczas – sto pięćdziesiąt złotych polskich. Była to cena ostateczna, po negocjacjach, ale stołu nie kupiłem, bo zapachniało lipą. Wysłałem znajomą Peruwiankę, dla której ten sam mebel był po pięćdziesiąt soli. Kupiła go dla mnie.

Codzienne robienie w banana

W Peru można być także zrobionym w balona, a właściwie w banana. W niektórych miejscach kilogram tych owoców kosztuje w sezonie jednego sola. Ale gdy chcę je kupić, cena podskakuje. Nawet do pięciu soli.

Pięć złotych to banany kosztują w Tesco, nie w Peru, więc trzeba się targować. Cena, którą jestem skłonny zapłacić, to dwa, góra trzy sole. Jakiś podatek klimatyczny musi przecież być.

Jednak czasami sprzedawca jest nieustępliwy i żąda więcej. Czyli zdzierca. Wtedy zaczepiam pierwsze z brzegu dziecko:

– Mały, chcesz zarobić jednego sola?

Zawsze chce. W Peru za złotówkę można kupić bardzo wiele rzeczy.

– To masz tu dwa sole – wręczam dziecku monety. – Idź kup mi dwa kilo bananów od tamtego pana. Jak wrócisz, dostaniesz ode mnie jednego sola.

Po chwili mały wraca z bananami. Daję mu obiecaną peruwiańską złotówkę. I kilo bananów ekstra. Bo przecież chciałem tylko kilogram.

W ten sposób zamiast pięciu soli, płacę trzy. A przy okazji dwie osoby zarobiły, dwie najadły się bananami i trzy są zadowolone.

Na pomidora, czyli jak zostać frajerem

Gorzej, gdy ktoś jest całkowicie zielony, tak jak ja, gdy przyjechałem do Peru po raz pierwszy, a chce kupić na przykład czerwone pomidory. Kupowałem je na targowisku San Francisco w Limie, jednym z najtańszych w stolicy. Po tygodniu ktoś zapytał mnie czy podoba mi się Peru?

– Bardzo mi się podoba – odparłem. – Tylko… macie trochę drogo.

– Drogo? – kolega był ciekawy szczegółów.

Opowiedziałem. A gdy skończyłem, złapaliśmy się za głowy. On pierwszy. Bo wyszło, że za pomidory, które uwielbiam wcinać niczym jabłka, płaciłem po dziesięć złotych za sztukę.

Prawdopodobnie jest to trudny do pobicia światowy rekord frajerstwa.

Podobnych historii mógłbym mnożyć, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, i przed wyjazdem do Peru trzeba to sobie wbić do głowy niczym amen w pacierzu, że w tym kraju biały zawsze płaci więcej.

Wszystko odbywa się miło i kulturalnie, ale trzeba być przygotowanym, że w oczach peruwiańskich sprzedawców pojawi się niewypowiedziane zdanie:

– Gringo, kochaniutki, proszę bulić i nie gadać tyle.

No to gringo buli, choć ma oczywiście wybór. Może odwrócić się na pięcie i próbować szczęścia gdzie indziej.

Finansowo-duchowa sprawiedliwość dziejowa

Czy to jest sprawiedliwe? A czy było sprawiedliwe, gdy prawie pięć wieków temu Europejczycy przypłynęli do kraju Inków i ograbili ich ze wszystkiego? To, że Stary Kontynent wygląda teraz zasobniej, to w dużej mierze efekt tego, że kiedyś to nie my, ale dawni mieszkańcy Peru byli frajerami. I bulili nie mając żadnego wyboru.

Oczywiście zdzierając kasę z przyjezdnych obecni Peruwiańczycy nie wpłacają jej na fundusz naprawy krzywd sprzed stuleci, tylko do własnej kieszeni. Podobnie ja nie czuję się związany z Europejczykami, którzy splądrowali Peru. Francisco Pizarro to przecież żaden mój pradziad. Co najwyżej dziad, o którym chciałoby się zapomnieć. Nie zmienia to jednak faktu, że pochodzę z kultury, która swą siłę czerpała z uśmiercenia innej kultury.

To głównie dlatego peruwiański „rasizm” dwudziestego pierwszego wieku mnie nie razi. Nawet się z nim zgadzam. Także z tym, że na przykład bez peruwiańskiego dowodu tożsamości za bilet kolejowy płaci się w Peru oficjalnie dziesięć razy więcej. Gdzieś tam w głębi duszy żyje sobie po prostu przekonanie, że Peruwiańczykom to się należy.

O wiele bardziej dyskusyjne jest dla mnie to, jak ten dodatkowy zastrzyk wykorzystują. Ale to już temat na zupełnie inną historię.

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 72 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

8 Comments

  1. A mi się wydawało, że siłę europejska kultura bierze przede wszystkim z wiedzy, że „owce się strzyże, a nie goli”.
    Poza tym Pizarro był bandytą, ale nawet w połowie nie takim jak Inkowie. W końcu on napadł tylko jednych Inków, a Inkowie jakieś kilkadziesiąt innych plemion.
    Mnie z mitu o szlachetnych Indianach, którzy podłości się dopiero od Europejczyków nauczyli wyleczył kiedyś „Pierwszy Amerykanin” Cerama. Polecam.

  2. Myślę, że w każdym kraju nowy mieszkaniec lub turysta jest w ten sposób traktowany. Coraz mniej ludzi w tym skomercjalizowanym świecie ma fantazję pomagać obcym bezinteresownie, skoro ze swoich drą „siódme łyko”.

  3. Autor świetnie, z humorem, z dystansem do samego siebie, z pouczeniem dla innych, napisał dobry artykuł (brawo, Panie Piotrze), a Pani?Pan tak nie po ludzku…
    Nie ma obowiązku brać tego, co na tacy nam podają. Ofert dookoła wiele. Niepotrzebnie startować z pazurami. My, Polacy, nie jesteśmy też tacy święci. Łupimy nie tylko turystów, ale również samych siebie. Jeden tylko (z wielu) przykład, najprostszy. Butelka małej niegazowanej mineralnej w supermarkecie to około 1.20 zł. W zajeździe przy trasie szybkiego ruchu, tuż za Warszawą – równe 5 zł. Dla każdego, nieważne – Polak czy turysta.
    A czy Peruwiańczycy to tacy rasiści i nacjonaliści, jak Pani?Pan pisze? Oj… Najpierw uporządkujmy własne podwórko, a dopiero później bierzmy się za cudze.
    Najlepszego w Nowym Roku życzę!

  4. Piotr, świetnie to podsumowałeś o sprawiedliwości dziejowej, ale nie zgodzę się do końca z konkluzją:
    „Podobnie ja nie czuję się związany z Europejczykami, którzy splądrowali Peru”
    No to nie tak do końca, bo w jakiś sposób z tej zasobności, tamtejszej splądrowanej jednak korzystasz. Nawet jeśli PL nie przykładało do tego ręki, to inne kraje EU to robiły, a zasobność PL też jest z nimi przecież związana. Zresztą nie ważne.

    Piszesz na samym końcu:
    „O wiele bardziej dyskusyjne jest dla mnie to, jak ten dodatkowy zastrzyk wykorzystują. ”

    No a co to ma za znaczenie? Czy Tobie pracodawca zagląda do kieszeni i rozlicza Cię na co wydajesz zarobione pieniądze? To już nie Twój biznes 🙂 Pozdrawiam. Będę w Peru w lutym może się spotkamy?

  5. Ja myślę że rasizm ten jest związany po prostu z historią. Przez bardzo długi czas, teraz w mniejszym stopniu, rasa była związana z pozycją społeczną. W tej drabinie społecznej najważnieszy był biały, potem metys, potem indianin a potem czarny. Azjaci, których w Peru jest sporo, są przez wszystkich uznawanych za pracowitych i istnieją trochę obok tej klasyfikacji. Do pewnego stopnia to się jeszcze utrzymuje, co oznacza że jeśli ktoś jest biały to się automatycznie zakłada że jest zamożny, a kiedy ta osoba płaci za usługi (taksówke, ścięcie włosów, itp.) to się też pobiera opłatę wyższą. I to spotyka wszystkich bielszych peruwiańczyków nie tylko cudzoziemców. Oczywiście, jest też tak, że jeśli ktoś jest bardzo biały (blond, niebieskie oczy) to się bardzo wyróżnia i się zakłada że to cudzoziemiec. Jeśli ktoś jest czarny (taki naprawdę ciemny, bo tacy bielsi mulaci tutaj nie są uznawani za czarnych) i nie ubrany w garnitur to pewnie złodziej i trzeba torebkę chwycić mocniej bo jeszcze wyrwie.

  6. No cóż, w Polsce jest to samo. Więcej zarabiasz to płacisz większe podatki. Co za różnica: ceny są takie same, ale z pensji różie zabierają.
    Czy to sprawiedliwość?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.