Zapisane w Cajamarce: Prawdziwa historia o królu i świniopasie

Cajamarca omijana jest przez niemal wszystkie wycieczki, choć przed pięcioma wiekami doszło w tym mieście do wydarzeń, które zmieniły losy Ameryki Południowej, a może i całego świata. Opowiada o tym Piotr M. Małachowski. 

Piotr M. Małachowski

Cajamarca omijana jest przez organizatorów tradycyjnych wyjazdów do Peru. Trudno się im dziwić. To oddalone o setki kilometrów od głównych szlaków turystycznych miasto na północy przegrywa konkurencję z innymi na każdym kroku. Nie obrosło famą jak Machu Picchu i Cuzco. Nie mieszkają w nim dzikie zwierzęta, jak na Wyspach Ballestas. I nie ma do zaoferowania tylu atrakcji, które posiada Lima.

Nie licząc karnawału przez cały rok Cajamarca jest cicha i spokojna. Nie będzie wielką przesadą, jeśli napiszę, że podczas popołudniowej sjesty można usłyszeć latające nad nią muchy. Warto jednak posłuchać tych much i historii, która tam się wydarzyła, by zrozumieć nie tylko przeszłość, ale także teraźniejszość.

Opowieść ma dwóch bohaterów. Pierwszy to Francisco Pizarro, nieślubny syn hiszpańskiej wieśniaczki i kapitana hiszpańskiej armii. Dostępne źródła milczą o jego wczesnym życiu. Wiadomo tylko, że zarabiał na nie pasąc świnie. Drugim bohaterem jest Atahualpa, władca imperium Inków, syn inkaskiego króla i księżniczki z Quito, dzisiejszej stolicy Ekwadoru.

Król i świniopas występują w bajkach, ale tym razem spotkali się naprawdę. Pewnego listopadowego ranka 1532 roku. Właśnie w Cajamarce.

Pizarro dotarł tam na czele hiszpańskich konkwistadorów po kilku miesiącach od przybicia do Tumbes nad Pacyfikiem – dziś miasta granicznego między Peru a Ekwadorem. Ja pokonałem tę drogę w kilkanaście godzin autobusem, nie mogąc wyjść z podziwu nad odwagą i wytrwałością Hiszpana i jego kompanów. Po dotarciu do Cajamarki ich sytuacja była beznadziejna. Znaleźli się w środku obcego, nieznanego państwa. A do miasta zbliżała się kilkudziesięciotysięczna armia z Atahualpą na czele. Historycy wyliczą później, że na jednego Hiszpana przypadało od stu do czterystu Indian.

Pizarro nie mógł się wycofać. Nie miał dokąd. Poza tym odwrót uznano by za tchórzostwo, które nie przystoi bogom, za których do tej pory uważano białych. Dlatego wpadł na pomysł porwania i uwięzienia króla. Zaprosił go do miasta i używając podstępu skłonił, by stawił się w nim bez broni.

Było to jedno z najbardziej nieprawdopodobnych spotkań w historii świata. Spotkanie dwóch cywilizacji. Po jednej stronie niespełna dwustu Europejczyków ze świniopasem z zawodu w roli szefa. Po drugiej – niesiony w złotej lektyce władca imperium Ameryki Południowej. Towarzyszyło mu pięć tysięcy nieuzbrojonych żołnierzy. Nierówne siły dwóch światów, ale ze wspólnym mianownikiem. Obaj, zarówno Pizarro, jak i Atahualpa, nie potrafili czytać.

Do Inki przemówił dominikanin Vicente de Valverde. Podszedł do niego i wręczając Biblię powiedział: „Słuchaj Słowa Bożego”. Atahualpa zrozumiał to dosłownie. Przyłożył księgę do ucha, a gdy nic nie usłyszał, cisnął nią w duchownego. Pizarro uznał to za profanację i dał sygnał do ataku. Bitwa trwała pół godziny. To kolejne nieprawdopodobne wydarzenie. Zginęło cztery tysiące Indian i ani jeden Hiszpan. Rzeź, nie bitwa, w której Pizarro własnym ciałem zasłaniał Atahualpę przed ciosami swoich kompanów. Chciał go żywego.

Hiszpanie więzili go potem przez kilka miesięcy w komnacie, którą można oglądać w Cajamarce. To chyba jedyna na świecie dostępna dla turystów budowla, w której terroryści przetrzymywali swoją ofiarę. W komnacie Atahualpa poznał naturę konkwistadorów. Chcieli złota. Jak najwięcej złota. Byli tak zachłanni, że inkaski król sądził, iż nim się żywią. Nie wyciągając jednak wniosków z zasadzki, obiecał im okup. W zamian za wolność jego poddani mieli dwa razy wypełnić komnatę złotem aż na wysokość wyciągniętej ręki.

Indianie okup zapłacili, ale Hiszpanie Atahualpy nie uwolnili. Po sfingowanym procesie ochrzcili go i udusili garotą. Potem zdobyli całe królestwo Inków – niemal połowę kontynentu – i w ciągu trzech wieków wyeksploatowali je doszczętnie. Dzięki temu Hiszpania stała się jednym z graczy na europejskiej arenie. Kto wie, jak potoczyłyby się na niej wydarzenia, gdyby nie bogactwa Inków.

Po co to wszystko piszę? Przecież o historii podboju Ameryki Południowej można poczytać w innych miejscach. Piszę to wszystko, bo nie o podbój kontynentu mi chodzi, tylko serc. A właściwie ich kradzież. W Cajamarce słychać latające nad miastem muchy i własne myśli, które wyjaśniają, w wielkim skrócie rzecz jasna, dlaczego Latynosi są tacy nieprzewidywalni. Pizarro ukradł Inkom nie tylko króla. Zabrał im coś cenniejszego – wiarę w innych i wiarę w dane słowo.

Dziś można odnieść wrażenie, że ich potomkowie są nieufni, choć mają zupełnie inną naturę. To gorący, otwarci ludzie, ale nie ufają ani sobie, ani obcym. Choć można też powiedzieć, że po prostu nie są już naiwni.

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Trzy miejsca w samochodzie z Limy do Cuzco 9.06 i z Cuzco do Limy 20.06. Na trasie m.in.: wyspy Ballestas, linie Nazca i inkaskie ruiny Choquequirao. Kontakt: redakcja@kochamyperu.pl
Sylwester i Nowy Rok w Ekwadorze i Peru? Zbiera się grupa chętnych na plecakową wyprawę. Wyjazd dla osób, które marzą o przygodzie i egzotyce. Szczegóły: info@peruexpedicion.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.