Spóźnić się, żeby zdążyć. Paradoks czasu po latynosku

Przyzwyczajeni do punktualności mogą w Peru dostać zawału serca. W tym kraju spóźniają się wszyscy i dla nikt nie robi z tego problemu. O tym, jak odnaleźć się w miejscu, w którym czas płynie inaczej niż w Europie, pisze Piotr M. Małachowski. 

Piotr M. Małachowski

Od kiedy w podstawówce dostałem uwagę w dzienniczku za siedem minut spóźnienia, zacząłem przychodzić wcześniej. Cokolwiek robiłem, robiłem to przed czasem. Uczyłem się, pracowałem, jadłem, kochałem – wszystko tak szybko, jak tylko można. Nie dało mi to jednak nawet minuty więcej na życie.

Aż do przyjazdu do Ameryki Łacińskiej. Pierwsze czekanie na tym kontynencie? Palenque w Meksyku. Plac, z którego turyści zabierani są w stronę prekolumbijskiego miasta w dżungli, a miejscowi jadą dalej. Ale najpierw czeka się. Nie wiedziałem, że trzeba czekać. Chciałem jechać. Jak najszybciej. Miałem przecież plan, który mówił, że nie mogę się nigdzie spóźnić. Kierowca nie chciał jednak ruszyć. Może trzeba zapłacić mu z góry? Zapłaciłem. A on stoi dalej. Może dostał za mało? Dodałem jeszcze trochę pesos patrząc z nadzieją w jego wielkie, zdziwione oczy. Wziął, uśmiechnął się. I nawet nie wsiadł za kierownicę.

Czekał na innych ludzi. Nie miałem pojęcia, że samochód, do którego się wpakowałem, to colectivo, czyli zbiorcza taksówka, która odjeżdża dopiero wtedy, gdy ma komplet pasażerów. A właściwie komplet ruszających się jak muchy w smole pasażerów.

Byłem wściekły na kierowcę i na ludzi, którzy tak się guzdrali. Przez nich czekałem prawie godzinę. I o tyle krócej widziałem stare miasto Majów. Ale później dotarło do mnie, że pamiętam to miejsce bardzo dobrze. Lepiej niż inne. Bo się spóźniłem.

Pamiętam też pierwsze umówione spotkanie w Ameryce Łacińskiej. Lima, park przy jednym z kościołów. Byłem pierwszy, przed czasem oczywiście. Po pół godzinie przyszły dwie osoby. Prawie godzinę czekaliśmy na resztę. Zamaskowałem się umiejętnie uśmiechem, ale gotowało się we mnie ze złości, że musiałem tyle czekać na innych. Dopiero potem zrozumiałem, że to czekanie miało sens. Nauczyło mnie bardziej doceniać chwile spędzone z ludźmi. I z samym sobą.

Nie mam pojęcia jak to działa. Kiedyś usłyszałem: – Ty masz zegarek, a my mamy czas.

Proste, ale skomplikowane. Wyjaśnień trzeba pewnie szukać między kontynentami, gdzieś nad Atlantykiem. W miejscu, gdzie przybywają, bądź uciekają godziny.

Już od dawna nie noszę zegarka. I spóźniam się. Zawsze i wszędzie. Polubiłem to. A może tylko wróciłem do korzeni. Sprzed tej uwagi za przyjście po ustalonym czasie. W Peru wiem, że to nie on, tylko ja jestem ważniejszy.

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 72 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.