Sok z żaby? Smakuje jak kremowy napój z dodatkiem ziół

Delikatny napój mleczny z pianką o kremowej konsystencji i z nutką korzenną – tak można opisać smak soku z żaby, gdyby miał trafić do menu w restauracji. Na jednym z targowisk w Limie spróbowała go Kasia Kozioł.

Kasia Kozioł

Kiedy odgrażałam się, że spróbuję w Peru soku z żaby, nikt mi nie wierzył. Ale w końcu wprowadziłam słowa w czyn! Długo nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Żaden z moich znajomych w Limie nie miał pojęcia gdzie w stolicy można nabyć to „cudo”. Mało tego – kiedy wspominałam o chęci wypicia soku z żaby, niemal każdy wzdrygał się z obrzydzeniem i pytał, czy mam równo pod sufitem.

W końcu nadarzyła się okazja. Szczerze mówiąc, przygotowywałam się na ekstremalne doznania. Podchodząc do stoiska czułam się, jakbym miała zaraz skoczyć na bungee. Stojąca za ladą pani też nie wykazała dużego zrozumienia i trzy razy pytała, czy na pewno ma to być sok z żaby. Wyraźnie szukała potwierdzenia, bo w głowie się jej nie mieściło, że biała dziewczyna może prosić o ten napój.

Na początku wszystko wyglądało w miarę normalnie. Zdawało się, że pani przygotowywała zwykły, mleczny koktajl. Do blendera powędrował miód, kilka rodzajów ekstraktów z ziół, nieco pyłku pszczelego i gorące mleko. Już nawet zastanawiałam się, gdzie jest haczyk, ale po chwili sprzedawczyni wskazała palcem na małe terrarium, w którym siedziały dwie smętne żabki i spytała, czy wolę mniejszą, czy większą.

W tym momencie moja odwaga zaczęła topnieć, ale postanowiłam trzymać fason i zdecydowałam się na „mniejsze zło“ pozwalając większej żabie żyć jeszcze przez jakiś czas. Choć za to, co zobaczyłam później, większość aktywistów z organizacji chroniących zwierzęta mogłaby mnie skazać na wieczne potępienie. Zanim zdążyłam się odwrócić, żabka została wyciągnięta i zabita kilkoma dość zamaszystymi uderzeniami o blat.

W jednej sekundzie odechciało mi się jakichkolwiek soków. Reszta spraw potoczyła się jednak bardzo szybko. Żabcia została pozbawiona skóry, wrzucona do gorącego mleka, a następnie do blendera. Po minucie było po wszystkim. Stała przede mną szklanka z gotowym napojem. Gdybym zawahała się, zapewne cała operacja spaliłaby na panewce. Wzięłam więc szklankę w dłoń i upiłam trochę.

Chwila niepewności… Zaraz, zaraz, przecież to smakuje jak mleko z drożdżami! Jak delikatny, ciepły napój mleczny z pianką o kremowej konsystencji z nutką korzenną. Tak mogłabym opisać smak soku z żaby, jeśli miałabym go umieścić jako pozycję w restauracyjnym menu. Nie wiem, jak to się stało, ale nie wyczuwałam żadnych „obcych“ smaków, czy aromatów. Jedynie kolor – pomiędzy zielonkawym a musztardowym – zdradzał, że nie jest to zwykły napój.

Ku swojemu zdziwieniu wypiłam całą szklankę i skusiłam się na małą dolewkę. Naprawdę, nie taka żaba straszna, żeby w gardle stawała! Odsądźcie od czci i wiary, ale to naprawdę nie było złe. Chociaż pewnie drugi raz się nie skuszę, bo sumienie mnie trochę gryzie. No i przecież żaden książę zmieniony w żabę się do mnie nie zbliży. Z obawy przed losem, jaki go może spotkać…

Kasia Kozioł

Kasia Kozioł

Odrobinę bezczelna, genetycznie rogata dusza. Recepta na sukces? Keep smiling and go on

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.