Ayahuasca u szamana. O wypadzie do dżungli koło Iquitos

Ayahuasca w Amazonii? Najlepiej doświadczyć jej w odosobnionych miejscach poza miastami. O krótkiej wyprawie do dżungli koło Iquitos, w której wziął udział także miejscowy szaman, pisze Marcin Mentel. 

Marcin Mentel

Niedawno z grupą Polaków odwiedziłem Iquitos, miasto w Amazonii. Sprawa odbyła się bardzo szybko. Na dwa tygodnie przed przylotem do Peru rodacy napisali do mnie z prośbą o pomoc w organizacji pobytu w dżungli i spotkania z szamanem. Porozmawialiśmy przez skype’a, po czym wysłali pieniądze przez Western Union, abym mógł zarezerwować przeloty wewnętrzne i… już.

W „mieście dla zuchwałych“ wylądowaliśmy z samego rana. Na lotnisku czekał na nas mój znajomy przewodnik z dwoma moto taksówkami, którymi udaliśmy się do hotelu.

Pierwszy dzień spędziliśmy na poznawaniu Iquitos oraz próbowaniu egzotycznych owoców i przepysznych soków. Poza tym załatwiliśmy łódź w porcie i poszliśmy na obiad złożony z pieczonych ryb i kajmanów przyprawionych ziołami. A potem mieliśmy spotkanie z szamanem, którego musiałem ściągnąć specjalnie do miasta, gdyż na co dzień mieszka dwa dni dalej w puszczy. Uzgodniliśmy z nim miejsce przeprowadzenia ceremonii ayahuaski, na której zależało współtowarzyszom tej podróży. Następnie szaman ruszył zaopatrzyć się w lokalne zioła, a my na zakupy potrzeba podczas pięciodniowego pobytu w dżungli.

Nazajutrz wypłynęliśmy w dół Amazonki. Po drodze zobaczyliśmy różowe delfiny, odwiedziliśmy schronisko dla zwierząt i zjedliśmy obiad w pływającej restauracji. Na miejscu zastaliśmy przyjemne bungalowy przy oczku wodnym. A także ciszę lasu deszczowego przerywaną odgłosami zwierząt. Fantastyczny, odosobniony zakątek.

Od razu przystąpiliśmy do przygotowania ayahuaski. Przyrządzenie wywaru z pnącza tej rośliny oraz innej – chacruny – zajmuje dziesięć godzin. Gotuje się je w wielkim kotle na wolnym ogniu pod okiem szamana wypowiadającego szeptem modlitwy.

Wieczorem zebraliśmy się w miejscu przeznaczonym na ceremonię i po zamknięciu „kręgu ochronnego“ przez szamana rodacy zażyli gotową ayahuaskę. Nie mam pozwolenia, aby pisać o ich przeżyciach i wizjach, gdyż do Peru przybyli w celu oczyszczenia zarówno ciała, jak i ducha oraz z prośbą o pomoc w wielu intymnych sprawach. Mogę jednak powiedzieć, że po raz pierwszy mnie również dotknęły pewne „majaki“. Pomimo tego, że ayahuaski… w ogóle nie piłem.

Kolejny dzień upłynął nam na wędrówkach po dżungli i poznawaniu lokalnej roślinności, a także przemyśleniach dotyczące ostatniej nocy. Kolejna ceremonia i następny dzień minęły podobnie. Urok miejsca, stosowana dieta i opanowanie szamana nadały wszystkiemu wrażenie niezwykłości. Po wszystkim wróciliśmy do miasta bardzo zadowoleni i wypoczęci. Ze spokojem ducha, o który ciężko w obecnych czasach.

Na koniec muszę dodać, że trzeba być ostrożnym z ayahuaską w samym mieście Iquitos. Sprzedawana jest ona w nim hurtowo i w sposób komercyjny. Przestrzegam przed zażywaniem jej z rąk domorosłych szamanów, czy też przypadkowych „curanderos“, bo może się to skończyć źle. Bywa, że w celu zagwarantowania wizji do wywaru dodaje się inne, niebezpieczne rośliny. Wówczas wszystko może zakończyć się nawet śmiercią. Takie przypadki miały już zresztą miejsce. Dlatego zawsze sprawdzajcie kim jest osoba prowadząca ceremonię, bo to od niej poniekąd zależy Wasze życie.

Marcin Mentel
O Marcin Mentel 26 artykułów
Pilot wycieczek, przewodnik, podróżnik, bloger, pomysłodawca agencji trampingowej www.peruexpedicion.com. Wybierasz się do Peru, Boliwii lub Ekwadoru? Skontaktuj się z Marcinem.

1 Comment

  1. „Wieczorem zebraliśmy się w miejscu przeznaczonym na ceremonię i po zamknięciu „kręgu ochronnego“ przez szamana rodacy zażyli gotową ayahuaskę. Nie mam pozwolenia, aby pisać o ich przeżyciach i wizjach, gdyż do Peru przybyli w celu oczyszczenia zarówno ciała, jak i ducha oraz z prośbą o pomoc w wielu intymnych sprawach. Mogę jednak powiedzieć, że po raz pierwszy mnie również dotknęły pewne „majaki“. Pomimo tego, że ayahuaski… w ogóle nie piłem.”

    Nie jest coś w rodzaju polskich makowin? Zażywający tego specyfiku też mieli jakieś „doznania”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.