Najdziwniejszy kamień Inków można zobaczyć w Sayhuite

Dwie godziny od Cuzco znajduje się jeden z najdziwniejszych kamieni, jaki pozostał po Inkach. Archeolodzy wiążą go z dawnym kultem wody. Zupełnie inną wersję pochodzenia tego okazu przedstawia Roman Warszewski.

Roman Warszewski

Sayhuite to wioseczka na trasie między Abancay i Cuzco. Położenie ma nieszczęśliwe. Wręcz krzywdzące. Gdy ktoś jedzie mianowicie z Limy do Cuzco i mijając ją wypatruje już celu podróży, nie w głowie mu zatrzymywać się. Natomiast w drodze z Cuzco do Limy, kiedy ma przed sobą około dwudziestu godzin jazdy, miejscowość ta położona jest zbyt blisko początku podróży, by ją przerywać.

Jedynym wyjściem jest wybranie się z Cuzco do Sayhuite specjalnie, na całodzienną wycieczkę. Ale kto tak czyni? Prawie nikt. Konkurencja atrakcji, które – będąc w Cuzco – koniecznie trzeba zobaczyć, jest przeogromna. Raz kusi to, raz tamto. Raz targ w Pisac, kiedy indziej jarmark w Chinchero. Albo – nieco dalej – Ollantaytambo ze swą słynna fortecą, albo Maras i jego solne tarasy.

Rezultat taki, że niewiele osób zna Sayhuite. A wielka to szkoda. Bo to, co w Sayhuite można zobaczyć, to… dziw nad dziwy. Niby nic wielkiego – tylko jeden duży kamień, a obok kilka mniejszych, ale co to są za kamienie!

Uważam, że największy z nich jest najdziwniejszym kamieniem z Andów. I gdy ktoś już się zdecyduje, by go odwiedzić i zobaczyć, na pewno nie pożałuje. Wiodąca do niego ścieżka pojawia się po około dziewięćdziesięciu minutach jazdy samochodem z Cuzco. Od szosy odbija w dół, długim, niespiesznym zakolem. Polną dróżką, pośród domostw „campesinos” trzeba przejść kilkaset metrów, a potem ów kamień widać jak na dłoni.

Z daleka wygląda tak, jakby ktoś zamknął go w klatce, bo wokół kamienia – żeby zapobiec jego dewastacji – kilkanaście lat temu wzniesiono wysoką metalową barierkę. Na jego zapleczu znajduje się spore „usnu” – kamienna platforma z ładnym portalem, na której niegdyś zasiadali inkascy dostojnicy. Jest ona starannie zrekonstruowana i niewiele tylko ustępuje słynnemu „usnu” z Vilcashuaman. Tu jednak główną atrakcją nie jest platforma, ale kamień. To on przykuwa uwagę.

Kamień – w kształcie przypominający czubato wypełnioną kolebkę – w całości pokryty jest przedziwną rzeźbą. Przedstawia ona niezwykle urozmaicony, magiczny krajobraz. Rzeźba – a właściwie płaskorzeźba – ukazuje jakąś nieznana krainę z górskimi szczytami, z uprawnymi tarasami, z urozmaicającymi je ludzkimi sylwetkami i zwierzętami. Czego na niej nie ma! Pokazuje jakby inkaską krainę ze snów i marzeń – coś na kształt krajobrazu idealnego, andyjskiego raju.

Otwory, które przebito w górnej krawędzi tegoż kamienia, podpowiadają, w jaki sposób go tu przetransportowano. Inna możliwość jest taka, że spore jego fragmenty, po bokach, niegdyś były pokryte złotą blachą, a te otwory to miejsca jej zamocowania.

Choć obwód kamienia liczy tylko niewiele ponad dziewięć metrów, chodzić wokół niego można bez końca. Można chodzić i dziwić się: ile pracy włożono w pokrycie tej bryły tak bogatą płaskorzeźbą; albo – po co w ogóle tę pracę wykonywano. Bo rzeźba zdobiąca kamień jest przebogata. Jest tak urozmaicona, że nawet gdyby uczyć się kamienia na pamięć, zawsze pojawia się coś nowego. Coś, czego poprzednio nie dostrzegaliśmy. Nasze zdumienie nie tyle maleje, co staje się coraz większe i większe.

Nieopodal jest jeszcze więcej kamieni. Nieco poniżej znajduje się tak zwany drugi kamień z Sayhuite, wokół którego leży całe zatrzęsienie pomniejszego, kamiennego gruzu. Tworzy on niepowtarzalne inkaskie lapidarium, które każe zapytać: jakie było pierwotne przeznaczenie zgromadzonych tu kamieni? Czemu miały one służyć?

Na pytania te staram się odpowiedzieć w jednej ze swych książek – w reportażu „Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas”. Wyjaśnienie to ubrane jest w szeroki historyczny kontekst i stanowi część pewnej większej rekonstrukcji. Na ile jest ono przekonujące i na ile tłumaczy, czym było owo lapidarium z Sayhuite, pozostawiam oczywiście osądowi Czytelników. Wydaje mi się jednak, że jest ono zdecydowanie bardziej interesujące niż lakoniczne stwierdzenie oferowane przez archeologów, zgodnie z którym Kamień z Sayhuite należy wiązać z inkaskim kultem wody…

Roman Warszewski

Roman Warszewski

Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Organizuje wyprawy po Ameryce Południowej. Wybierasz się do Peru lub innych latynoskich krajów? Skontaktuj się z Romanem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.