Inkaskie doświadczenia rolnicze w kompleksie Tipón koło Cuzco

Tipón to sztucznie nawadniany kompleks ogrodów, w których Inkowie mogli dowolnie eksperymentować z uprawą nowych odmian ziemniaków, kukurydzy i maki. O tym mało znanym miejscu koło Cuzco pisze Roman Warszewski.

Roman Warszewski

Gdy do Cuzco dojeżdża się znad Jeziora Titicaca, Tipón mija się po prawej stronie. Z głównej drogi trzeba odbić tuż za miejscowością Oropesa. To bardzo sławna okolica. Z trzech powodów.

Po pierwsze mieszka tu wielu wytrawnych czarowników. Po drugie – bo właśnie tu rozciąga się największe peruwiańskie zagłębie knajp, w których serwuje się „chicharron”, andyjski kulinarny specjał. Trzecim powodem jest samo Tipón.

Kiedy Inkowie w 1536 roku zaczęli słynne oblężenie Cuzco, które o mały włos zakończyło się zagładą stacjonujących w nim Hiszpanów, wielką wodną falą zalali równinę, która rozciąga się na południe od miasta. Uczynili tak dlatego, by swe wojska móc koncentrować na innych odcinkach i utrudnić dotarcie z tamtej strony ewentualnych hiszpańskich posiłków. Skąd wzięli wodę? Z kamiennych, wodnych instalacji Tipón. Bo Tipón to największy sztucznie nawadniany inkaski ogród. Ogród? Raczej cały ich zespół. Kompleks niezwykły – wznoszący się na wielu poziomach, na kilkudziesięciu kamiennych tarasach.

Tipón to bowiem nic innego tylko inkaskie wiszące ogrody. Nigdzie w Tawantinsuyu nie ma tak starannie wykończonych, tak przemyślanych tarasów uprawnych i nawadniających je kanałów, jak tu.

Można przypuszczać, że miejsce to było podobnym przybytkiem inkaskich agronomów jak słynące z owalnych tarasów uprawnych Moray. Prawdopodobnie tak w Moray, jak i tu Inkowie eksperymentowali z uprawą nowych odmian roślin – ziemniaków, kukurydzy, maki. Do tego były potrzebne rolnicze tarasy na wielu różnych poziomach (by jednocześnie daną roślinę móc uprawiać w różnej temperaturze i przy rożnym nasłonecznieniu) oraz woda (żeby rośliny mogły wschodzić otrzymując różne, ściśle możliwe do określenia ilości wody). Dlatego tarasy wznoszą się tu od dna doliny, aż po jej górną krawędź. Dlatego woda płynie tu i kanałami, i akweduktami. I to takimi, których przepustowość można dowolnie regulować.

Piszę w czasie teraźniejszym, bo rzeczywiście tak jest. Mimo że przed wiekami – często rękami samych Inków – Tipón zostało zniszczone, po wielu latach mrówczej pracy zostało zrekonstruowane i przywrócone do dawnej świetności. Tarasy swe kamienne lica dumnie wystawiają albo do słońca, albo do cienia, a woda w nawadniających je kanałach albo płynie, albo ledwie ciurka, w zależności od tego, co w danym miejscu, w danej chwili jest potrzebne.

Dzięki temu można dziś się dowiedzieć, jak w praktyce w Tawantinsuyu wyglądała uprawa ziemi. A że było to niegdyś ważne miejsce, specjalnie chronione, świadczy spory, owalny fort, który wznosi się na północnej flance kompleksu. Z niego rozłożyste, rozgałęziające się wodne instalacje Tipón widać najlepiej. Toteż fortu nie wolno omijać. Warto wspiąć się do niego po kilkudziesięciu kamiennych schodach. Najlepiej, gdy wizyta w nim stanowi ukoronowanie wycieczki.

Roman Warszewski

Roman Warszewski

Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Organizuje wyprawy po Ameryce Południowej. Wybierasz się do Peru lub innych latynoskich krajów? Skontaktuj się z Romanem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Trzy miejsca w samochodzie z Limy do Cuzco 9.06 i z Cuzco do Limy 20.06. Na trasie m.in.: wyspy Ballestas, linie Nazca i inkaskie ruiny Choquequirao. Kontakt: redakcja@kochamyperu.pl
Sylwester i Nowy Rok w Ekwadorze i Peru? Zbiera się grupa chętnych na plecakową wyprawę. Wyjazd dla osób, które marzą o przygodzie i egzotyce. Szczegóły: info@peruexpedicion.com

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.