Płaskowyż Marcahuasi to miejsce dla poszukiwaczy przygód

Marcahuasi koło Limy to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc w Andach, a przy okazji doskonały cel krótkiej wyprawy dla tych, którzy od wygody wyżej cenią sobie przygodę. Pisze o nim Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

O Marcahuasi można usłyszeć i przeczytać niesamowite historie. Jakby było bajką, a nie rzeczywistością.

To położony na wysokości czterech tysięcy metrów nad poziomem morza płaskowyż pełen formacji skalnych, które przypominają posągi. Przedstawiają między innymi: wielbłąda, lwa, kondora, żółwia i lamę oraz stado fok. Chyba najbardziej niezwykły obraz kryje się na Pomniku Ludzkości – wielkim głazie przypominającym ludzkie twarze. Są różne w zależności od kąta patrzenia. Do tej pory naliczyłem ich dziewięć, choć podobno jest ich o pięć więcej.

Trudno uwierzyć też w to, że Marcahuasi położone jest zaledwie dziewięćdziesiąt kilometrów od Limy. Żabi skok, prawda? Właśnie, że nie. Ze stolicy Peru trzeba ponad pięciu godzin – najpierw autobusami, a potem na piechotę lub konno, ewentualnie z osiołkiem dźwigającym bagaż, by dotrzeć w to miejsce. To dlatego odwiedza je niewielu turystów. Ledwo ponad tysiąc rocznie, z czego zdecydowana większość to Peruwiańczycy.

Poza tym na samym Marcahuasi nie ma hoteli i hosteli. Pozostaje więc nocleg w namiocie, choć można tego uniknąć śpiąc w położonej niżej wiosce San Pedro de Casta lub przygotowując wyjazd perfekcyjnie od strony logistycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to miejsce tylko dla zaprawionych w bojach podróżników. Ci, którzy cenią sobie bardziej wygodę niż przygodę, lepiej niech tu nie przyjeżdżają.

Nazwa Marcahuasi (wymawia się ją markałasi) pochodzi z dwóch słów w języku keczua: marka, które oznacza opiekuna i wasi, które oznacza dom. Sprawa jest więc jasna: opiekun domu. Pochodzenie płaskowyżu również zostało wyjaśnione: teren składa się z wulkanicznej materii. Ale pochodzenie skalnych rzeźb pozostaje zagadką.

Naukowcy twierdzą, że skalne sylwetki ludzi i zwierząt powstały w wyniku erozji dawnych lodowców, do czego przyczyniły się zmiany klimatu. Nie potrafią jednak wytłumaczyć, dlaczego natura była aż tak dokładna i stworzyła profile postaci tak wyraźnie i proporcjonalnie. Pojawiły się zatem teorie.

Najważniejsza związana jest z niewyjaśnionym cyklem występującym na Ziemi co kilka tysięcy lat, który zagraża wszystkim istnieniom. Stąd na naszej planecie istnieje kilka miejsc, w których można niejako przechować życie, aby mogło odrodzić się po kataklizmie. Wedle tej teorii jednym z takich miejsc jest właśnie Marcahuasi. Poza tym mówi się o nim w powiązaniu z ezoteryką. Wulkaniczne pochodzenie skał sprawia, że posiadają one większą zawartość kryształów, w tym kwarcu. Ma to przyczyniać się do emisji energii astralnych. A według kolejnej teorii ten andyjski płaskowyż jest bramą do innych wymiarów i punktem na mapie świata, w którym chętnie pojawiają się niezidentyfikowane obiekty latające. Ludzie z San Pedro de Casta głęboko w to wierzą. Niektórzy mają nawet zdjęcia z „ufoludkami”.

Polecam Marcahuasi każdemu, kto pragnie poznać Peru od swojskiej i mocno andyjskiej strony. To jedno z tych miejsc, w których wystarczy po prostu być, by poznać i zrozumieć o wiele więcej niż wydaje się na początku.

https://www.youtube.com/watch?v=vAiyuacmF5E

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 73 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.