Kanion Zagubionych: Niezwykłe widoki i przygoda gwarantowana

Położony na pustyni Kanion Zagubionych to jedno z najpiękniejszych miejsc południowego Peru, a zarazem jedno z najtrudniej dostępnych. W drodze do niego naprawdę można się zagubić. Pisze o tym Piotr M. Małachowski.

Piotr M. Małachowski

Po Peru mogę podróżować z zamkniętymi oczami i nie jest to przenośnia. Ale jest jeden wyjątek. To Cañón de los Perdidos – położony na południowej pustyni kanion, w drodze do którego – jak sama hiszpańska nazwa wskazuje – można się zagubić.

Gubię się systematycznie. W rezultacie inną drogą do kanionu wjeżdżam, a inną z niego wyjeżdżam, choć podobno szlak jest tylko jeden. Nie kontroluję tego zupełnie, ale pocieszające są dwie rzeczy. Przede wszystkim zawsze jakoś wracam, nie ma więc mowy o utknięciu na dobre na pustynnym piasku. Poza tym w samym kanionie nie da się zgubić. To jedno z najprostszych miejsc w Peru do aktywnego zwiedzania, a zarazem jedno z najpiękniejszych.

Nic więc dziwnego, że coraz więcej podróżników zagaduje mnie jak do niego samemu dotrzeć. To pytanie rozkłada mnie na łopatki. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć, bo zmiennych na trasie jest tak dużo, że nie ma sensu ich tłumaczyć. Za każdym razem są inne. Zależą na przykład od poziomu skupienia uwagi podróżującego, a nawet od ostrości padania promieni słonecznych, czy ilości unoszącego się w powietrzu piasku. Czasami odnoszę wręcz wrażenie, że jadąc do Kanionu Zagubionych, ulegam fatamorganie, o której po raz pierwszy dowiedziałem się od Stasia i Nel z „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Widzę punkty odniesienia, których – jak się później okazuje – nie ma, albo są położone całkowicie gdzie indziej. Oczywiście może też chodzić o to, że starzeję się. W każdym razie przygoda jest. Cañón de los Perdidos gwarantuje ją z nawiązką.

To jak tam w końcu trafić? Nie da się tego zrobić na własną rękę. Tym bardziej, że w stronę kanionu nie jeździ transport publiczny. W jego okolicach nikt po prostu nie mieszka. Poza tym trudno do niego dojechać prywatnym, czy wynajętym samochodem komuś, kto nie był w nim choć raz. Właściwie nie spotkałem jeszcze nikogo komu się to udało. Spotkałem natomiast takich, którzy zawracali, bo nie znaleźli. Trzeba też zapomnieć o marszrucie. Z buta to będzie półtora dnia w jedną stronę. Pod warunkiem, że się człowiek nie zgubi.

Takie są fakty. Może kiedyś się to zmieni i pojawią się choćby realne drogowskazy, bo o normalnej drodze nie śmiem nawet myśleć. Do tego czasu pozostaje tylko wyjazd zorganizowany, na przykład z Limy, Ica lub Nazca. Polecam!

PS. Z podróżowaniem po Peru z zamkniętymi oczami oczywiście żartowałem. W tym kraju szkoda nie widzieć tego, co dzieje się i znajduje wokół.

Galeria zdjęć z Kanionu Zagubionych:

Piotr M. Małachowski

Piotr M. Małachowski

Przewodnik, podróżnik, społecznik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Więcej artykułów - Strona internetowa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.