Egzotycznie na talerzu: Smażone larwy lub gulasz z żółwia

Pieczone świnki morskie, ekstrakt z żaby, smażone larwy, gulasz z żółwia i grillowane serca krów – to dania z egzotycznego Peru. O tym, jak je przełknąć, pisze Piotr M. Małachowski.

W Peru ludzie jedzą niemal wszystko, co się rusza. W tym uproszczeniu nie mieści się Lima. W stolicy, przede wszystkim w jej nowoczesnych częściach, nie je się wszystkiego. Nie wypada, nie ma zwyczaju, albo nie sprzedają w supermarkecie. Ale na prowincji – owszem. Ludzkiemu żołądkowi nie umknie żaden gad, płaz, ani ssak z liczbą nóg większą od dwóch.

To bardzo ważna informacja dla kogoś, kto zapiera się rękami i nogami, że cuy, czyli pieczonej świnki morskiej nie weźmie do ust. Lepiej ją zjeść, bo nie wiadomo, co jeszcze się w Peru trafi.

Może to być na przykład extracto de rana – ekstrakt z żaby. Jego przyrządzenie jest bardzo proste. Żabę myje się pod bieżącą wodą, zabija uderzeniem o twardą powierzchnię, wrzuca na chwilę do wrzątku, a potem do miksera wraz z przyprawami. Gotowe. Wszystko to robi pracownik punktu gastronomicznego. Łyknąć żabę trzeba już jednak samemu. Orzeźwia i ma właściwości afrodyzjaka.

Innym trudnym do przełknięcia daniem jest ceviche mixto. Tym różni się od ceviche tradycyjnego, że oprócz surowej rybki zawiera surowe owoce morza: małże, ośmiorniczki, a czasem i ślimaki. Pocieszeniem jest fakt, że tak naprawdę nie są one surowe, tylko „sparzone” w soku z limonki i podane z yuyo. Cóż to takiego? Yuyo z daleka przypomina wyciągniętą z wody, nie posiekaną natkę pietruszki, a z bliska wodorosty pływające w akwarium sąsiada. W rzeczywistości to algi morskie.

Da się to zjeść, ale warto przy tym nie interesować się szczegółami. To kwestia psychologiczna. Najlepiej nie wiedzieć. Nie pytać. Nie przyglądać się. Nie wąchać. Nie odkładać na bok talerza tak, jak odkłada się obgryzione kości. Po prostu traktować wszystkie podejrzane elementy jako coś normalnego. W szczegółach jest trudniej, bo w końcu widelec trzeba włożyć do ust, a wtedy wystąpić może zjawisko zwane cofką. Kiedy wchodząca do żołądka potrawa cofa się tam, skąd weszła, na nic psychologia. Trzeba użyć wytrychu. A jest nim zagryzka. Danie należy jak najszybciej czymś zagryźć i popędzić w ten sposób do celu podróży.

Przy ceviche o zagryzkę łatwo, bo podaje się je z gotowanym, słodkim ziemniakiem i kukurydzą. Dobrze jest nie zaczynać od nich konsumpcji, tylko zostawić na czarną godzinę. Za drugim razem będzie lepiej. O ile ten drugi raz nastąpi, bo przecież nic na siłę.

Podobnie jest z innymi potrawami w Peru. Na przykład z chupe – zupą nie tylko z owocami, ale także zwierzętami morza, którą podobno wymyślili Inkowie. Mamy też mondongo – potrawkę z krowiego, owczego lub koziego żołądka, a w Andach także z żołądków lamy i alpaki. Koniecznie świeże i dobrze umyte. W przeciwnym razie nie ma takiej zagryzki, która cofkę zatrzyma.

To dania z gatunku hard-smaku. Dla tych, którzy woleliby nie zaczynać z tak wysokiej półki, istnieje cała gama lżejszych i łatwiejszych do wyobrażenia potraw. Choćby osławione pieczone świnki morskie, gulasz z żółwia, suri – pieczone larwy, czy anticuchos – krowie serca z grilla. Smacznego!

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 72 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.