Wyspy Uros na Jeziorze Titicaca mogą przestać istnieć

Zbudowane z trzciny Wyspy Uros na Jeziorze Titicaca mogą podzielić los swoich założycieli: przestać istnieć. O pływającym symbolu płaskowyżu Altiplano pisze Piotr M. Małachowski.

Wgłębianie się w historię peruwiańskich Indian to często błądzenie we mgle, bo niektóre fakty przepadły bezpowrotnie. Inaczej jest z ludem, którego dzieje pojawiają się w podróżach po tym kraju. To Uros. Pozostały po nich trzcinowe wyspy pływające na Jeziorze Titicaca, które – zanim się obejrzymy – mogą zniknąć z powierzchni tego najwyżej położonego akwenu żeglownego na świecie.

Dawniej Los Uros znani byli jako „qut sunis“, co w ich języku uro oznaczało „ludzie jeziora”. W 1567 roku Hiszpan Garcia Dies de San Miguel opisywał ich tak:

Biedni ludzie mieszkający na półwyspie Chucuito, którzy nie lubią pracować. Żyją na brzegu jeziora prawie nadzy z powodu braku pieniędzy, żywiąc się łodygami totora. Kiedy potrzeba zmusza ich do pracy, wychodzą na pola pomagać Ajmarom w wypasaniu zwierząt i rolnictwie, by zarobić na trochę jedzenia i ubranie. Po czym szybko udają się nad brzeg swego jeziora.

Badania naukowe wykazały pokrewieństwo Uros z zamieszkującym dżunglę plemieniem Aruwac. Podobieństwa znaleziono także w językach obu ludów. Inkowie, którzy podbili Ajmarów, odnotowali w kipu – swoim piśmie węzełkowym – istnienie nad Titicaca kilkunastu osad Uros. W każdej z nich mieszkało około trzystu „dziwnych“, bo nieskorych do pracy Indian. Nikt nie był w stanie zmusić ich dom zmiany stylu życia i wysiłku. Zrobili to dopiero hiszpańscy konkwistadorzy.

Kolonizatorzy nie patyczkowali się. Zamieszkujący brzeg jeziora Uros nie mieli z czego płacić podatków hiszpańskiej koronie, więc zostali wysłani do kopalni srebra w Potosi – miasta w dzisiejszej Boliwii. Skończyło się to prawie wymarciem ludu. Z pracy pod ziemią wrócił zaledwie co dziesiąty Uro. Ci, którzy przetrwali, zdecydowali osiedlić się na jeziorze.

To wtedy pojawiły się pierwsze zbudowane z trzciny wyspy. Dla Indian były schronieniem przed płaceniem podatków białym ludziom i przed śmiercionośną pracą w kopalni. Mimo to wywózki do Potosi trwały. W 1688 roku Uros mieli już ich dosyć i zbuntowali się. W krótkim, szybko stłumionym zrywie, zaatakowali osady i miasteczka na brzegu Titicaca. Mszcząc się Hiszpanie zakazali Uros wszelkiej działalności, która mogłaby ich identyfikować jako osobny lud. Nie mogli ubierać się w swoje stroje, praktykować rodzinnych świąt, a nawet posługiwać się własną mową. Złamanie tego ostatniego zakazu kończyło się obcięciem języka, a w przypadku innych przewinień Indian czekała śmierć.

W 1821 roku Peru uzyskało niepodległość, ale dla Uros nie oznaczało to słonecznych dni. W nowo powstałym państwie nadal byli niewolnikami – tym razem peruwiańskich właścicieli ziemskich. Praktyki te trwały – uwaga! – do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Opisał to w swoich książkach Juan Palao Berastain, który badał kultury andyjskiego płaskowyżu Altiplano. Sam był świadkiem, jak jeszcze pół wieku temu Uros służyli panom z Puno.

Prawa społeczności lokalnej potomkowie Uros uzyskali dopiero w 1975 roku. Doszło przy tym do paradoksalnej sytuacji. Aby je otrzymać, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musieli posiadać… ziemię. Ich pływające wyspy nie spełniały tego wymogu. Dopiero administracyjny trik – Uros nadano kawałek niezamieszkałego lądu nad brzegiem jeziora – pozwolił pokonać tę przeszkodę. Wówczas można ich było uznać za prawowitych mieszkańców trzcinowych wysp i zasługującą na szacunek społeczność.

Jak wygląda jej przyszłość? Migracja na ląd powoduje, że mieszkańców wysp jest coraz mniej. W 1989 roku ich populacja wynosiła tysiąc osób, które zamieszkiwały 69 wysp. Dziś zostało ich czterystu. Mieszkają na około 40 wyspach. Co dwa tygodnie układają na nich nową warstwę trzciny, bo ta od spodu gnije. Łowią ryby, polują na ptaki, przyjmują turystów. Ich język uro już dawno przestał istnieć. Mówią po hiszpańsku i w ajmara, rzadziej w keczua – językach swych pogromców i dominatorów. Poza tym wymieszali swe geny z innymi. Ostatni czystej krwi przedstawiciel ludu Uros zmarł w 1959 roku.

Bliski koniec czeka też same wyspy. Wszystko wskazuje na to, że już w 2030 roku ostatni mieszkaniec opuści trzcinowy ląd na wodzie i wtopi się całkowicie w cywilizację. To przede wszystkim dlatego warto tych ludzi odwiedzić. Warto z nimi rozmawiać. Warto ich posłuchać. Wkrótce może to być po prostu niemożliwe.

Piotr M. Małachowski
O Piotr M. Małachowski 73 artykuły
Przewodnik, podróżnik, bloger, twórca portalu www.kochamyperu.pl, pasjonat wypraw do Peru i innych państw Ameryki Południowej. Wybierasz się w te strony? Skontaktuj się z Piotrem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.